Geoblog.pl    dagar    Podróże    SINGAPUR 2026    DZIEŃ 2 (57) – POŻEGNANIE Z AZJĄ
Zwiń mapę
2026
23
mar

DZIEŃ 2 (57) – POŻEGNANIE Z AZJĄ

 
Singapur
Singapur, Singapore
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 0 km
 
Pobudka o 7.30 daje sporo czasu na opuszczenie przybytku. Na przemian pakuję się, jaram na zewnątrz przy nabrzeżu z widokiem na Singapore River, zażarcie walczę z elektronicznymi zamkami co by do pokoju się dostać i zaparzam zupkę chińską z 7/11 na śniadanie … bo przecież mam elektryczny czajnik!

Przed 11.00 zgłaszam via WhatsApp gotowość do check-out’u. Wiadomość zwrotna rzecz jasna przychodzi z opóźnieniem, a w międzyczasie zdążyłem już wynieść duży plecak do lobby (czyt: na korytarz). Wracam po drugi i po kilkunastu bezsilnych próbach nie mogę otworzyć drzwi. Pieprzony zamek chyba został zablokowany zdalnie przed czasem. Wdaje się w czczą polemikę z nadzorcami, twierdzącymi, iż oba plecaki powinienem zostawić w pokoju + sfotografować, a fotkę przesłać im. Zamiast przysłać Shannen, która otworzy na moment drzwi tracę czas. W końcu „ambasadorka” przychodzi i mogę przenieść drugi plecak do „lobby”. No to jestem wolny i ruszam w kierunku Little India.

Docieram tam metrem za 0,10 SGD (!). Pierwsze kroki kieruję ku Sri Srinivasa Perumal Temple. Niedługo zamknięcie i wyjątkowo tu spokojnie. Znacznie goręcej jest w nieodległej Sri Veeramakaliamman Temple, do której trasa wiedzie pod osłoną zadaszeń nad chodnikami dla pieszych. Tu akurat trwa magiczna ceremonia pudży – misterny, ekspresyjny w wyrazie proces składania ofiar bóstwom. Zahipnotyzowany przyglądam się mu z ulicy. Stąd jest lepszy widok niż z zatłoczonego wnętrza. Samo wnętrze natomiast tętni własnym życiem. Dziesiątki wiernych krążą między licznymi, wielobarwnymi posągami wcieleń różnych bóstw składając im ofiarne pokłony, tudzież padają plackiem na posadzce. No ewidentnie jest klimacik.

Sultan Mosque na kolana mnie nie rzuca. Za to otaczająca go dzielnica muzułmańska to oddzielny temat. Warto tu dotrzeć choćby dla sielskiego klimatu spokojnych, zadbanych i barwnie obudowanych kamienicami uliczek z licznymi sklepikami i knajpkami.

Tym sposobem – po ok dwóch godzinach niespiesznego spaceru – zamykam cały założony program turystyczny w Singapurze. Pozostaje mi opcja powrotu do odwiedzonych wcześniej miejsc. Rzecz jasna zmierzam ku Zatoce Marina, gdzie żegnam się z najbardziej charakterystycznym dla miasta widokiem w okolicy Merliona. Dziś mniej tu ludzi, choć mimo poniedziałku całe miasto wygląda jakby weekend trwał nadal. Wśród wysokich wieżowców w samym centrum brak ludzi. Trochę surrealistycznie to wygląda, wszak tej wielkości miasto zwykle z tłumami się kojarzy. Tu często bywam sam: na ulicach, w parkach, nawet w odwiedzonym teatrze i hali koncertowej o kształtach najeżonych żuków. Także w okolicy Boat Quay (w której zamieszkałem na jedną noc) nie dzieje się prawie nic. Knajpy w ciągu dnia są w większości zamknięte, a nieliczni spacerowicze snują się po nabrzeżu bez pośpiechu i celu. Dziwnie, acz pięknie. Z puszką piwa za 25 zł (!) zakupioną w 7/11 szukam spontanicznie coraz to nowych miejsc na pożegnalne spojrzenie na miasto. Jest sielsko …

Przed 18.00 wracam do hotelu. Oczywiście nie działa moja aplikacja, choć w gąszczu wcześniejszych wiadomości odnajduję kod do głównych drzwi wejściowych. Melduję przybycie i zamiar odbioru bagażu. Po jakimś czasie nadciąga Shannen … obładowana moimi dwoma plecakami. Sam nie mogę w to uwierzyć! Ta kruszyna przytargała cały mój dobytek na skromnych, dziewczęcych ramionkach. Jestem pod wrażeniem i ciśnienie mi lekko spada. Żegnam się z administratorką i ruszam w kilkunastominutową trasę do stacji metra w okolicy Fullerton Hotel – Raffle Place. Dojeżdżam do Tanah Merach, a stąd 2 przystanki inną linią do Changi Airport.

Nieopatrznie wchodzę do terminala nr 3, ale za chwilę kolejką osiągam właściwy terminal 1. Lot co prawda wyświetla się na tablicy jako „re-timed”, ale obsługi w stanowisku odprawy brak. Z tego co widzę większość pasażerów odprawia się samodzielnie poprzez automaty check-in’gowe. Chyba muszę spróbować tej operacji (wraz z samodzielną odprawą bagażu nadawanego). Niestety maszyna nie czyta mego paszportu wyświetlając jakiś błąd. Proszę o pomoc dyżurującą tu 2-osobową obsługę. Panience też nie najlepiej wychodzi. Po konsultacji z kolegą dochodzą do wniosku, iż przy zakupie biletu nie podałem kontaktu do bliskiej osoby w przypadku jakiegoś wypadku. Wspólnie uzupełniamy dane i wyskakują dwie karty pokładowe + zawieszka na bagaż nadawany. Wydaje się, że wymiary i waga podręcznego nikogo nie interesują.
Samodzielnie nadaję duży plecak w kolejnym automacie i otrzymuję potwierdzenie tego dziarskiego wyczynu.

No to jestem wolny, a że czasu jest dużo – zamierzam odwiedzić pobliską szklaną kopułę kryjącą las deszczowy rodem z Avatar’a z gigantycznym, podświetlanym wodospadem spływającym z nieckowatego zadaszenia w sklepieniu. Bajka? … mało powiedziane! Rewelacyjny klimat podkreślają różnobarwne iluminacje amfiteatralnie skonstruowanej przestrzeni wokół, porośniętej tropikalną, egzotyczną roślinnością. Dokładnie taki ogród teoretycznie zaprojektowałem sobie wokół potencjalnego własnego domu. Pewnie go nie zbuduję, ale przynajmniej wiem już jaki byłby efekt realizacji tego pomysłu …

Zahipnotyzowany scenerią spędzam tu ok dwóch godzin (z przerwami na kilka fajek poza budowlą rzecz jasna) i wracam do terminala 1. Po odprawie paszportowej i security check wkraczam w strefę wolnocłową. Nawet nie sprawdzam cen. Od początku przyjazdu nie wyciągałem z bankomatów żadnej gotówki (nawet nie wiem jak wygląda dolar singapurski (SGD) – praktycznie wszędzie można płacić kartą zbliżeniowo! No idealny system płatności, idealny, prawie darmowy transport publiczny, ogólnie: idealne miasto pod kątem układu urbanistycznego, atrakcyjnych budowli (zarówno nowoczesnych jak i historycznych), dbania o wymuskaną, egzotyczną zieleń, infrastrukturę komunikacyjną, czystość i szeroko rozumiany porządek. Jednym słowem: IDEAŁ w każdym calu. Zdecydowanie świetnie się z tymi wszystkimi udogodnieniami mieszkańcom żyje.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
dagar
Darek Grabowski
zwiedził 10.5% świata (21 państw)
Zasoby: 443 wpisy443 19 komentarzy19 5875 zdjęć5875 3 pliki multimedialne3
 
Moje podróżewięcej
22.03.2026 - 24.03.2026
 
 
15.03.2026 - 21.03.2026
 
 
09.02.2026 - 14.03.2026