Dziś poza trzema punktami do odwiedzenia nie mam szczególnych planów. Leniwie nadrabiam zaległości netowe, na śniadanie raczę się pozostałością wczorajszej kolacji (nawet nie muszę opuszczać pokoju).
Czasu mam w nadmiarze, więc na spacer wybieram się dopiero o 16.00. Z Pasar Seni dojeżdżam kolejką do KL Sentral, skąd pieszo docieram do Little India Brickfields. Przeczekuję przelotny deszcz jarając na przystanku autobusowym. Fajna, wyjątkowo barwna ta odsłona dzielnicy Little India się wydaje. W końcu widzę hinduskie słodkie specjały wyrabiane ręcznie. Nie skusiłem się jednak na żaden.
Kolejna potencjalna atrakcja: Buddhist Maha Vihara raczej nie jest godna polecenia (przez ogrodzenie jeno obiekt filmuję i maszeruję dalej.
Zastanawiam się też nad recenzją Thean Hou Temple. Egzotycznego uroku jej brak, turystów (w tym białasów) od groma, a jedynym atutem lokalizacji wydaje się prawie nieograniczony widok na miasto. Mykać czas stąd wszak grzmi ostro i niechybnie padać zacznie.
Ostatecznie bezboleśnie udaje mi się dotrzeć do najbliższej stacji (jakiejś) kolejki. Dwie stacje dalej wysiadam na Pasar Seni. Prawie w domu jestem. Wystarczy kupić coś do żarcia i popicia kolacji.