I cóż począć kolejnego dnia w raju …? Dopiero teraz dociera do mnie jak bardzo zmęczyły mnie Filipiny. W Malezji wszystko wydaje się prostsze: prostsze chodniki (bez niebezpiecznych dziur), prostsze przejście przez jezdnię (bez obawy utraty życia), bankomaty są na wyciągnięcie ręki, a w sklepach nawet kartą płacić można! Jednym słowem: odpoczywam. Gdyby nie te 35-stopniowe upierdliwe upały można by tu nawet zamieszkać na dłużej, heh.
Plan zwiedzania na dziś niezbyt ambitnie się zapowiada. Na początek zjeść coś wypada. Dwa sadzone jaja z ryżem (6 MYR) to niespecjalnie wyszukana potrawa, ale nie ryzykuję dziś nic egzotycznego. Wpadam też do okolicznego sklepiku i szarpię się na dwa kartony fajek po 6 MYR. No w końcu jakaś oszczędność :). W hotelu bukuję też kolejny nocleg. Na szczęście mój pokój jest wolny i nie muszę się przeprowadzać.
Wyruszam zatem w drogę dopiero po 13.00. Zamierzałem oszukać trasę sugerowaną przez Google w kierunku Masjid Negara. Nie wyszło … :( Docieram tamże pieszo w ok pół godziny. Niby narodowy meczet, a nawet zdezelowana fontanna przed nim nie działa (wstyd!). Architektonicznie bardzo miernie. Na szczęście nie musiałem oglądać wnętrz – wszak dziś zamknięte, (jestem ciekaw kiedy wyznawcy ”proroka Mahometa” otwierają ten przybytek. Zdecydowanie odradzam wizytę (czyt.: stratę czasu).
Dalej w tymże kierunku znajdują się mniej więcej podobnie (takie sobie) atrakcje: Mini Stonehenge i Perdana Botanical Garden, choć tu momentami nawet mi się podobało. Niestety wrócić trza w upale tą samą trasą. Bez udaru słonecznego udaje mi się osiągnąć kolejny cel: trzy hinduskie świątynie zlokalizowane obok siebie. Wszystkie są o tej porze zamknięte :(. Muszę je obejrzeć wewnątrz, wszak z zewnątrz zapowiadają się interesująco. Czas do otwarcia spędzam na odwiedzinach pominiętego niechcący majtkowo-różowego kościółka Catholic Church of The Holy Rosary (1903) i KL Sentral. Tu zmierzam ku bankomatowi Maybank, gdzie wypłaciłem pierwszą kasę. Tym razem gbur odmawia posłuszeństwa. No to szukam jego przyrodniego braciaka w przyległym centrum handlowym. Bingo! Normalny bankomat posłusznie wypluwa 300 MYR w kilka sekund. Ponownie zmierzam w kierunku otwierających się właśnie hinduskich świątyń. Warto było! Bezapelacyjnie najciekawsza jest Sree Veera Hanuman Temple. Niewiele równie nastrojowych świątyń widziałem!
20 minutowy spacer do hotelu to przyjemność sama w sobie.