Dziś zanosi się na powtórkę dnia wczorajszego. Po pobudce o 9.00 ponownie sprawdzam loty do Polski. Niestety nic się nie zmienia: ceny są podobne, a wszystkie przesiadki w Zatoce Perskiej ogarniętej wojną. Nie ma szans na ominięcie regionu w przyzwoitej cenie. Kalkuluję potencjalne atrakcje do odwiedzenia w Malezji i decyduję się na lot z Singapuru za tydzień liniami Emirates przez Dubaj (2084 zł). Powtórna wizyta w Singapurze marzyła mi się od dawna. Pierwszy raz odwiedziłem to miasto/państwo w 2006 roku, ale od tego czasu sporo się tam zmieniło. Ze względu na koszty planuję spędzić tamże max 2 dni. Lot z jednego z najlepszych lotnisk na świecie Changi Airport mam o 0.30 w nocy, więc jak się dobrze ustawię wystarczy mi jeden (najpewniej drogi) nocleg.
Tymczasem trza noclegownię zmienić. Wymeldowuję się z Enclave Hotel Kuala Lumpur, odbieram 50 MYR kaucji i po paru minutach spaceru przez Jalan Pettaling stawiam się w recepcji dziadka z Petaling Street Hotel. Po otrzymaniu klucza i karty (+ krótkiego instruktażu obsługi tychże) otwieram drzwi do mego królestwa (na 4-tym piętrze) przez najbliższe dwie noce. No lepiej być nie mogło! Uwielbiam takie miejsca, nadgryzione czasem, podstarzałe, klimatyczne, + idealnie proporcjonalne pod kątem układu i mega funkcjonalne! Szerokie okno wychodzi na Petalling Street, klima działa, net równie kiepski jak wczoraj, ale da się spoko korzystać, łazienka – bajkowa wręcz!: przestronna i poręczna. Nawet popielniczka w pokoju jest! :) Nic dodać, nic ująć! Zagnieżdżam się tu momentalnie i rozkoszuję siedzibą. Aż żal z rozkosznego przybytku wychodzić …
… żal też nie odwiedzić na luzaku kolejnych atrakcji KL. Krótka mobilizacja i wychodzę w kierunku metra Pasar Seni. O dziwo Google prowadzi do stacji wewnętrznymi, nieco śmierdzącymi uliczkami. Olać to! – po krótkim marszu kupuję w automacie stacji bilet za 1,80 MYR i dojeżdżam w okolice Saloma Link. To spektakularna, najdłuższa w Malezji, zadaszona kładka dla pieszych. Trochę popaduje deszcz, ale i tak obiekt robi wrażenie. Z jej pokładu widać wyjątkowo klimatyczny cmentarz, który po chwili odwiedzam. Piękne miejsce na spoczynek …
W kilka kolejnych minut docieram do Petronas Towers. Sam nie wiem kiedy robią większe wrażenie: za dnia czy nocą? Dla mnie idealne są zawsze! Rzecz jasna powielam wczorajszą nocną trasę odwiedzając komercyjne wnętrze i okolice parku z Symphony Lake Water Show i rzeźbą wieloryba.
Stąd w pocie czoła, acz na szczęście nawodniony dzięki licznym źródełkom wody pitnej wkraczam do dzielnicy wieżowców uzbrojonej w liczne centra handlowe dla bogaczy. Pavilion Kuala Lumpur idzie na pierwszy ostrzał. Tu mieszczą się wszystkie znane topowe, designerskie marki świata. Samo wnętrze nie zwala jednak z nóg. Fajniej za to jest w sercu dzielnicy Bukit Bintang z licznymi marketami, hotelikami, knajpkami dla obcokrajowców i przede wszystkim uliczkami ozdobionymi barwnymi grafitti. Sądząc po ilości salonów masażu to chyba tutejsze getto dla turystów, wszak białasków spotykam więcej, niż w innych rejonach miasta. Mimo to podoba mi się dzielnia i mógłbym tu spoko przenocować. Może następnym razem …
Na pobliskiej, wielopoziomowej stacji wsiadam w metro i wracam do Pasar Seni. Zachmurzyło się i zaczyna nieziemsko grzmieć. Ostra burza się zapowiada. Na szczęście w pierwszych kroplach deszczu udaje mi się dotrzeć do hotelu – tuż przed krótkotrwałym oberwaniem chmury.
Muszę nadrobić relację z dwóch ostatnich dni, więc na wieczorne spacery się raczej nie zanosi. Sceneria za oknem jest wprost idylliczna! Siedząc w wyrku mam widok na barwnie iluminowany wieżowiec Merdeka 118 (dawniej: Menara Warisan Merdeka), obok stóp którego wczoraj przechodziłem. Srebrny medal w wyścigu po tytuł “najwyższego budynku świata” należy właśnie do tegoż. Futurystyczny, mieniący się w słońcu niczym kryształ, drapacz chmur Merdeka 118 od 2023 roku wpisuje się w krajobraz stolicy Malezji, Kuala Lumpur. Budynek ma 678,9 metrów wysokości oraz, na co wskazuje sama nazwa, 118 pięter.