Kolejny leniwy dzień się zapowiada. O 10.00 do drzwi puka dziadek z przypomnieniem o check-oucie i prośbą o zostawienie klucza w pokoju, a nie w recepcji. Niespiesznie pakuję manatki i tuż przed 12.00 opuszczam mieszkanko. Przed Horizons 101 łapię klima-busik 12L i docieram do Ayala Center Bus Terminal, choć wysiadłem kawałek za wcześnie i muszę z buta ruszyć. Wieje dziś ostro, więc nawet się specjalnie nie pocę. Kolejny busik do Mandaue już czeka na dworcu, ale muszę najpierw zajarać. Kierowca zgarnia mnie jednak sprzed dworca i za 18 peso docieram w okolice mego nowego lokum.
RedDoorz Maanyag Pension House mieści się zaledwie 6 min drogi pieszo od miejsca gdzie wysiadłem. To spory pensjonat. Po krótkim wpisie w formularzu kolo prowadzi mnie do obszernego pokoju z łazienką. Wydaje się bardzo ok, choć TV nie działa. Ręcznik mam dostać później … ;)
Standardowa procedura zagnieżdżenia się w pokoju, rekonesans okolicy zwieńczony lunchem (2 mięsne kulki z ryżem i wodą za 105 PHP) i mini zakupy w lokalnym sklepiku na razie wystarczą jako pierwsze atrakcje. Ucinam sobie popołudniową drzemkę i ruszam w stronę Park Mall. Byłem już tam kilka dni temu w drodze na Mactan, ale dopiero po dłuższej chwili uzmysławiam sobie, iż nawet dokładnie tą samą trasą do centrum handlowego docieram.
Dzisiejsza misja to: naprawa uszkodzonych okularów, zakup sprayu do butów, antyperspirantu i proszku do prania (śmierdzących znów) sandałów. Cel zrealizowany w 100%, choć zamiast usługi, nabyłem super-klej do przymocowania zausznika moich okularów do czytania. Całość wydatków – 280 peso. Pierwszy raz na Filipinach mogłem zapłacić nawet kartą! Tani ten dzień ogólnie.
Wracam rzecz jasna pieszo. Jest przyjemnie chłodnawo. Vis-a-vis pensjonatu kupuję jeszcze grillowane udo z kurczaka, ryż i banany (120 peso). Muszę poczekać na dogrzanie kurczaka, a w międzyczasie przykleja się do mnie miejscowa suczka. Na pierwszy rzut oka nie wygląda potulnie, więc trochę peniam, ale tak rozkosznie się o mnie ociera patrząc w oczy, iż ulegam i serwuję jej najlepsze czochranie grzbietu jakie zapewne w życiu miała. Wydaje się wniebowzięta. Pojęcia nie mam dlaczego wybrała właśnie mnie?! Wokół jest mnóstwo innych lokalesów. Może wyczuła dobrego człowieka (heh) … tudzież naiwniaka, który sprawi jej darmową przyjemność, a może jeszcze dodatkowo zaspokoi głód :-D. Kurczak w końcu dojrzał na ogniu i mogę udać się na konsumpcję w pokoju.
Dziś otrzymałem drugi mail (z innego adresu) od Qatar Airways. Kajają się za przysporzenie kłopotów + dziękują za obszerne wyjaśnienie mego przypadku. Rzekomo przekażą go do analizy kolejnym działom tych linii. O dziwo mail jest po polsku. Korzystam z okazji i nadmieniam, iż ponownie mój (kolejny już) lot został odwołany i nadal czekam na propozycje jego zamiennika. Póki co odpowiedzi brak. Grunt jednak, że kolejny kontakt został nawiązany. Będzie dowodem (być może sądowym) w sprawie niefrasobliwości linii Qatar Airways. Brak jakiegokolwiek info w sprawie realizacji powrotu do kraju to szczyt bezczelnego zaniedbania! Z tego co widzę linie nadal sprzedają loty przez Dohę (czyt.: lotnisko działa!) totalnie olewając wcześniejsze zobowiązania + dawno opłacone rezerwacje i mają gdzieś pasażerów, którzy utknęli na drugim końcu świata.