Geoblog.pl    dagar    Podróże    FILIPINY 2026    DZIEŃ 30 (44) (CEBU) – QATAR NIE USTĘPUJE
Zwiń mapę
2026
10
mar

DZIEŃ 30 (44) (CEBU) – QATAR NIE USTĘPUJE

 
Filipiny
Filipiny, Cebu City
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 2893 km
 
Fakt. Leniwie się dziś wszystko zaczyna. Co by nie plątać się po centrum bez celu, obieram takowy: Carbon Market. A nuż uda mi się tam wypatrzony w necie wzór drewnianej maski do azjatyckiej kolekcji zakupić …?

Częściowo znaną już trasą docieram na miejsce. Mimo różnorodności wszelkiej maści mydeł i powideł – masek brak. Targ otacza rozkosznie rubaszna dzielnica slumsów. Strasznie tu ciasno, gwarnie, tłocznie i „zakorkowanie”. Dodatkowo pomiędzy przeraźliwie głośnymi pojazdami i nie mniej hałaśliwymi pieszymi uganiają się na okrętkę rozwrzeszczane dzieciaki. Dziw, że w tym harmidrze dożywają choćby wieku szkolnego, heh. Całość obrazu dzielni uzupełniają liczne koty i psy porozkładane leniwie w najdziwniejszych miejscach, żyjące ze sobą w specyficznej, niewyjaśnionej harmonii.

Od czasu do czasu najmłodsze maluchy zaczepiają mnie banalnymi odzywkami, ale tylko jeden pacan zadał rozsądnie brzmiące pytanie: „what are You doing here …?” Odpowiadam od czapy, iż spacerem zmierzam do pobliskiego kościoła, choć chwilę później głębiej się nad sensem mądrego pytania zastanawiam. Co ja robię tu, co ja tutaj robię …? Właśnie tu? W miejscu nieodwiedzanym przez bogatych białasów z zachodu? Chyba zdaję sobie właśnie z tego sprawę …: zwykle podświadomie ryzykuję podobne wyprawy w poszukiwaniu autentyczności odwiedzanych miejsc, nieszablonowego lokalnego klimatu, niedostępnego dla turystów z okien ich klimatyzowanego autokaru. Narażanie się na ukąszenia lokalnych zwierzaków, przypadkowe potrącenie przez jakiś pojazd, ryzyko okradzenia, i wszelkie inne potencjalne zagrożenia zawsze stanowiły extra podnietę. Nieodkryty + niedoceniony dotąd fetysz …?

Z takimi przemyśleniami docieram do wyjątkowo banalnego kościoła (zamkniętego na szczęście), a potem na nabrzeżny targ rybny, tyle, że o tej porze już tu po balu. Został tylko osobliwy rybi swąd.
W drogę powrotną się udaję zatem i trafiam na kolejny kościół Archdiocesan Shrine of San Nicolas de Tolentino Parish Church (minimalnie ciekawszy) i następne targowisko Taboan Public Market (w większości zamknięte). Na Colon Street przypadkowo odnajduję nawet typowy sklep z pamiątkami, jednak o mojej wyśnionej drewnianej masce znudzony koleś-sprzedawca nawet nie słyszał.

Kawałek dalej szarpię się na shake’a z avocado za 60 PHP i niespodziewanie szybko odnajduję się pod moim hotelem.

Trochę mnie ta leniwa przechadzka zmuliła. Półgodzinna drzemka pobudza mózg: kurcze zapomniałem o wizie! Kilkukrotnie liczę dni spędzone na Filipinach i chyba dziś wypada ostatni z 30-tu dozwolonych! Niespodziewanie dzień nabiera tempa(!) – pośpiesznie sprawdzam w necie konsekwencje przedłużenia wizy (ponoć ok. 5500 peso to po kieszeni bije), sprawdzam lokalizację immigration office i skrupulatnie mykam w tą stronę. Dłuższy kawałek podjeżdżam jeepneyem (bawi mnie fakt, że na początku podróży uważałem takową przejażdżkę za atrakcję – teraz to standard), resztę trasy pokonuję 15 minutowym spacerem.

Na 4-tym piętrze zespołu GMall of Cebu mieści się Bureau of Immigration, ale najpierw trafiam do panienek z informacji. Sporo czasu zajmuje im ustalenie, która mnie obsłuży, choć jestem jedynym petentem, a panny wyglądają jakby na ostrej imprezie bawiły. Ostatecznie uzyskuję info; mimo iż mam ważną wizę do jutra za jej przedłużenie muszę zapłacić ponad 4000 + 1500 PHP za wydanie jej w jeden dzień. Będzie natomiast obowiązywała przez kolejne 28 dni. Jeśli podejmę takową decyzję muszę stawić się w biurze jutro przed 16.00. No to mam do myślenia. Drogawa zaczyna się impreza robić.

Niby wracając myślę intensywnie o najbliższej przyszłości, ale skoro już poznałem warunki wizowe to może i z Qatar Airways warto bezpośrednio pogadać, wygarnąć im wszelkie grzechy i zaniedbania + może choć cokolwiek wyjaśnić. Okazuje się, że niedaleko stąd jest wielkie centrum handlowo-usługowe SM City Cebu, skąd odjeżdża shuttle bus na lotnisko.

Docieram tam pieszo, i za 50 PHP wsiadam do autokaru. Straszne korki powodują, iż do Terminala 1 docieram już po zmroku. Na początek odnajduję tutejszą palarnię, dopiero potem Terminal 2 gdzie niby mieszczą się biura linii lotniczych. O kant tyłka to info! Przedstawiciele przewoźników rezydują na lotnisku tylko podczas odpraw ich lotów o czym informuje mnie sympatyczna para ochroniarzy. Pocieszeniem może być fakt, iż nie byłem jedynym naiwniakiem szukającym tu dziś wsparcia od Qataru. No cóż – frycowe zapłacone – czas wracać. Przynajmniej powrót do hotelu przebiegł wyjątkowo sprawnie (shuttle bus + jeepney).

Pierwsza rzecz jaka przychodzi do głowy po powrocie to olanie Qatar Airways i znalezienie lotu zamiennego. Idealnie byłoby na jutro (uniknąłbym opłaty za wizę), niestety Skyscanner też jest bezlitosny. Loty na najbliższe dni aż do Warszawy są wyjątkowo drogie + w większości obarczone 2-ma, lub nawet 3-ma przesiadkami … rzecz jasna na ryzyko pasażera. Poczekam z kolejnymi decyzjami do rana, ale chyba muszę nastawić się na dłuższy pobyt na Filipinach, heh.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
dagar
Darek Grabowski
zwiedził 10.5% świata (21 państw)
Zasoby: 443 wpisy443 19 komentarzy19 5875 zdjęć5875 3 pliki multimedialne3
 
Moje podróżewięcej
22.03.2026 - 24.03.2026
 
 
15.03.2026 - 21.03.2026
 
 
09.02.2026 - 14.03.2026