Dzisiejszy plan zakłada odwiedzenie tylko jednego przybytku: Cebu Taoist Temple. Mało ambitnie, ale chcę trochę bardziej, spokojniej wczuć się w klimat miasta. Postanawiam dotrzeć do odległej świątyni pieszo co ma zająć prawie godzinę. Wczoraj ruch nie był duży – dziś na ulicach jest prawie pusto.
Korzystam z okazji i zaglądam do otwartego zakładu fryzjerskiego. Muszę trochę odczekać na swoją kolej, ale warto było. Koleś obrobił mnie sprawnie i równo, a cała przyjemność kosztowała raptem 100 peso (6 zł). W Wawce płacę 45 zł, więc trochę na operacji przyciąłem, heh.
Prawie wszystko wokół pozamykane, choć jest tuż po południu. Zmieniam zdanie i wsiadam do jeepneya. Ostatni ok. 20-minutowy odcinek trasy pokonuję jednak spacerkiem. Tu – na przedmieściach – znów widać skalę biedy ludzkiej. Nad śmierdzącym kanałem zagnieździły się piętrowo lepianki z czego popadnie. Za to tuż przed świątynią mijam strzeżone osiedle wypasionych domów jednorodzinnych. W innych krajach Azji Płd.-Wsch. aż tak drastycznych kontrastów raczej nie zauważyłem.
Świątynia jak świątynia – żadna rewelacja. Wewnątrz rzecz jasna nie można robić zdjęć. Dostaję nawet zjebkę za filmowanie sprzed drzwi. Tutejsi strażnicy o srogich minach nie tylko każą wyłączyć kamerę, ale nawet do plecaka ją schować. Nie w ciemię bici ci ochroniarze.
Wracam pieszo w stronę wielkiego centrum handlowego z nadzieją na odkupienie jakiegoś stołeczka pod router WI-FI w moim mieszkanku. Aktualny rozpadł się w drzazgi nie wytrzymawszy ciężaru mego pozytywnie chudnącego(!) ciała. Niestety brak tu działu meblowego.
Dotarłszy do Horizons 101 posilam się w knajpce vis-a-vis kurczakiem z ryżem i warzywami. Wraz Mountain Dew to raptem 130 PHP. Nie chce mi się jeszcze wracać do pokoju. Eksploruję najbliższą okolicę. Wokół ronda Fuente Osmeña Circle zdaje się koncentrować nowoczesne centrum miasta. Ulice są tu szerokie, chodniki niezatłoczone, generalnie luz. Bezdomni jednak w okolicy także zalegają. O dziwo nie są natarczywi i nie upominają się o jałmużnę.
Po krótkiej przechadzce wracam do Horizons. W 7/11 robię zakupy: 1 duży + 4 małe gin-y w ramach podarunków dla rodziny. Kazali takowe przywieźć – to mają! Kupuję też 10 paczek Chesterfieldów co by jarając je w domu wspominać wyjazd.
Trochę zapomniałem o basenie w moim condominium. Dobry moment by go wypróbować. Zjeżdżam na 9-te piętro i pokonuję kilka jego długości w o dziwo wyjątkowo chłodnej wodzie. Dodatkowo właśnie zaczęło padać. Po chwili leje jak z cebra i zrywa się wichura. Mykam stąd do pokoju i ostro biorę się za przygotowania do powrotu do kraju.
Niedawno na flightradar24 sprawdzałem status mego lotu. Był potwierdzony, więc niespecjalnie się tematem przejmowałem (o kant tyłka takie nierzetelne, złodziejskie portale! Status sprawdzać trza bezpośrednio na stronie przewoźnika!). Niestety na stronie Qatar Airways wygląda to gorzej. Wstępnie lot jest przełożony na wtorek (w podobnych godzinach). Rzecz jasna aktywuję alert o jego statusie i szukam kolejnego noclegu na jutro (obecny apartament nie jest już niestety dłużej dostępny). Rezerwuję pokój z łazienką bliżej starego centrum Cebu. Właściwie to cieszę się z dodatkowego dnia na Filipinach, a szczególnie w Cebu … :)