Geoblog.pl    dagar    Podróże    FILIPINY 2026    DZIEŃ 27 (41) (CEBU + MACTAN) – LAPU LAPU
Zwiń mapę
2026
07
mar

DZIEŃ 27 (41) (CEBU + MACTAN) – LAPU LAPU

 
Filipiny
Filipiny, Cebu City
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 2893 km
 
Rano spontanicznie zmieniam zdanie. Dziś zamiast planowanej wycieczki do Moalboal obejrzę historyczne centrum Cebu City. Warto najpierw lepiej poznać to miasto. Ruszam o 11.30.

Dość długo czekam na przystanku vis-a-vis Horizons 101. Dziś sobota – ogólnie ruch jest znacznie mniejszy. W końcu zatrzymuję odpowiedni transport i po kilkunastu minutach wysiadam przy słynnej Colon Street. To najstarsza ulica na Filipinach, choć nie ma tu żadnych oznak jej dawnego klimatu. Właściwie przypomina, bezduszne, obudowane magazynami przedmieście.

W okolicy Heritage of Cebu Monument zwiedzam wnętrza dwóch chińskich domów. Wejściówki do obu po 100 PHP, i oba koniecznie trzeba zobaczyć! Trudno je porównać do wszystkich, które widziałem wcześniej. Pierwszy: Dom Jezuitów z 1730 roku, znany również jako Museo de Parian, to jeden z klejnotów historii Cebu, dyskretnie ukryty w tętniącej życiem dzielnicy Parian. To jeden z najstarszych udokumentowanych domów na Filipinach. Spacer po jego korytarzach przypomina podróż w czasie, ponieważ jest to starannie zachowany przykład architektury z czasów hiszpańskich, co jest rzadkością w mieście, które doświadczyło tak wielu współczesnych przemian. Dom pierwotnie służył jako rezydencja księży jezuitów. Tym, co go wyróżnia, jest jego odporność; budynek przetrwał burzliwe okresy kolonializmu, wojny i klęski żywiołowe. Na przestrzeni wieków wielokrotnie zmieniał właścicieli i funkcję – był domem rodzinnym, magazynem, a nawet sklepem z narzędziami, zanim zyskał należne mu uznanie jako cenny zabytek kultury.

Nieopodal znajduje się Yap-San Diego Ancestral House. To jeden z najstarszych domów rodowych na Filipinach i podobno pierwszy chiński dom zbudowany poza Chinami. Zbudowany w latach 1675 – 1700 dom pierwotnie należał do bogatego chińskiego kupca, Don Juana Yapa, i jego żony, Doñi Marii Florido, wraz z trójką dzieci: Marią, Consolacion i Eleuterio. W latach 80-tych XIX wieku Maria, ich najstarsza córka, wyszła za mąż za pariańskiego mieszkańca Cabeza De Barangay, Don Mariano San Diego. Dom zyskał swą nazwę od ich małżeństwa.
Rodzina stała się wówczas ważnym członkiem społeczeństwa, szczególnie w dziedzinie sztuki i kultury. Brała nawet udział w tworzeniu Festiwalu Sinulog na Cebu.
Dom został przekazany praprawnukowi Dony Marii, Valowi Mancao San Diego, i jego żonie Ofelii w 2008 roku. Val San Diego jest choreografem zespołu tanecznego San Diego. Jest również kolekcjonerem dzieł sztuki. Utworzył w domu muzeum prezentujące historię swoich przodków, co czyni go jedną z najczęściej odwiedzanych atrakcji turystycznych na Cebu.

Pełen wrażeń spacerkiem docieram do Cebu Metropolitan Cathedral. Trochę oswoiłem się już z filipińską architekturą sakralną: podstawę stanowi przysadzista bryła i grube mury, odporne na tajfuny i inne klęski żywiołowe.

Nieodległa Bazylika Minore del Santo Niño szczyci się mianem najstarszego kościoła rzymskokatolickiego na Filipinach. Pierwotnie zbudowana w 1565 roku, została wzniesiona dokładnie w miejscu, w którym hiszpańscy odkrywcy pod dowództwem Miguela Lopeza de Legazpi odkryli wizerunek Santo Niño (Świętego Dzieciątka). Legenda głosi, iż figura przedstawiająca Dzieciątko Jezus była darem portugalskiego odkrywcy Ferdynanda Magellana dla królowej Joanny z Cebu w początkach hiszpańskiej kolonizacji. Dziś bazylika przechowuje tę czczoną ikonę, przyciągając pielgrzymów i wiernych przez cały rok. Bazylika Minore del Santo Niño to coś więcej niż tylko zabytek; to żywe świadectwo nieprzemijającej wiary i dziedzictwa kulturowego narodu filipińskiego.
Najgorsze jest to, że nie wolno wchodzić doń w krótkich spodenkach i muszę zawrócić na pięcie przed bramą wejściową … :(((((

Za to otoczony rotundą Magellan's Cross zapewne nawet nago można podziwiać z każdej strony, heh.

Ostatnim punktem programu jest mini forcik (wstęp jeno 30 PHP). Cóż za przytulne miejsce! Mógłbym tu nawet zamieszkać, heh. Odwiedzam jeszcze za jego murami wypełniony witrażami współczesny kościół i podejmuję decyzję o dotarciu jeszcze dziś (jest dopiero 14.00) na wyspę Mactan.

Odnajduję przystanek jeepneyów do Mandaue, a w docelowym miejscu wskazanym przez Google tracę jakieś 20 min oczekując na transport, który tu chyba jednak nie jeździ. Pani za stoiska z Pepsi przekazuje info iż 15 min. drogi stąd jest dworzec autobusowy, skąd złapię transport na Mactan. Ruszam z kopyta i rzeczywiście po tym czasie osiągam terminal. Właściwy mini busik już czeka. Wsiadam i od razu ruszamy. Trochę zajmuje wyjaśnienie bileterce celu mej podróży, ale w końcu łapie.

Najpierw oglądam w okolicy podobny do poprzedniego kościół Sto. Niño De Cebu-Mactan Parish, a stąd pieszo (w 15 min.) docieram do Mactan Shrine z monumentem zabójcy Magellana – Lapu-Lapu. Lapu-Lapu jest powszechnie czczony jako pierwszy filipiński bohater, który pokonał portugalskiego konkwistadora Ferdynanda Magellana i jego armię podczas próby kolonizacji wyspy. Na cześć jego triumfu pomnik Lapu-Lapu symbolizuje pierwszy udany opór kraju przeciwko hiszpańskiej kolonizacji.

Atrakcji na dziś aż nadto – czas zatem wracać. No to wracam do głównej drogi, za chwilę łapię powrotny bus do terminala w Mandaue i … pojęcia nie mam dlaczego ponownie sprawdzam połączenia na Google. Tam każą iść 15 min w inne miejsce, gdzie tracę kolejne 20 min. na bezcelowym oczekiwaniu. Ściemnia się i chmurzy. Desperacko wsiadam do pierwszego lepszego jeepneya, który dowozi mnie … na terminal, skąd tu przyszedłem. Niezbadane są zawiłości mego umysłu – mogłem godzinę temu po prostu zapytać o bus do Cebu City na dworcu! Takowy rzecz jasna stąd odjeżdża (nr. 20) i po kolejnej pół godzinie wysiadam gdzieś w centrum Cebu. Znów mnie zakręciło na oczekiwanie na transport miejski, choć Google wskazuje jeno 25 minutowy spacer. Po 15 minutach bezowocnego oczekiwania udaję się ciemnymi/tajemniczymi ulicami miasta w stronę mej noclegowni. Skończyły mi się fajki, a o dziwo wszystkie (dosłownie wszystkie!) mini-sklepiki są akurat oblegane przez stada małolatów. Pojęcia nie mam czego właśnie tak bardzo potrzebują. O niedofajczonych płucach docieram aż do mojej dzielni. Dzieje się tu. Okolica mego „hotelu” tętni gorączką sobotniej nocy. Jestem trochę głodny zwykłej strawy, więc nie ulegam namowom wstępu do podejrzanych przybytków z różowymi neonami. W zaułku tuż przed Horizons 101 nabywam udko kurczaka i dwa jaja na twardo, a w moim 7/11 Chesterfieldy we w miarę niezawyżonej cenie (140 PHP) i jakieś batoniki. W końcu jestem w pokoju.

Po kolacji oddaję się namiętnemu relacjonowaniu dzisiejszych wrażeń. Za oknem dźwięki jakiegoś koncertu. Całość brzmi nawet całkiem ambitnie.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
dagar
Darek Grabowski
zwiedził 10.5% świata (21 państw)
Zasoby: 443 wpisy443 19 komentarzy19 5875 zdjęć5875 3 pliki multimedialne3
 
Moje podróżewięcej
22.03.2026 - 24.03.2026
 
 
15.03.2026 - 21.03.2026
 
 
09.02.2026 - 14.03.2026