Geoblog.pl    dagar    Podróże    FILIPINY 2026    DZIEŃ 23 (37) (SIQUIJOR) – LUDZKA POMYŁKA …?
Zwiń mapę
2026
03
mar

DZIEŃ 23 (37) (SIQUIJOR) – LUDZKA POMYŁKA …?

 
Filipiny
Filipiny, Siquijor
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 2757 km
 
Pierwszy raz budzę się dopiero o 10.00! Autentycznie wyspany się czuję, a na pierwsze śniadanie zostały mi 2 mandarynki kupione wczoraj podczas rejsu busem.

Tuż przed 12.00 opuszczam pokój meldując check out online. Jest ok. Mam tylko zostawić klucz w pokoju.
O dziwo niespecjalnie widzę na ulicy puste tuk-tuki. Niespiesznie podchodzę do pierwszego skrzyżowania na mojej trasie – nadal nic, na drugim sytuacja się powtarza. I takim sposobem do St. Catherine of Alexandria Cathedral dochodzę po ok. 10 minutach pieszo + cały zlany potem.
W sumie przyjemna w odbiorze budowla, ale w tyle głowy ciągle mam fasadę kościoła z Miagao.

No to jedyna atrakcja miasta została właśnie odhaczona. Czas na rejs na wyspę Siquijor. Na ulicy zatrzymuję riksiarza i dwa razy muszę zapytać o stawkę kursu. Dwukrotnie słyszę: 20 pesos (słownie: dwadzieścia peso). Czyżbym nie zauważył, że jestem już w porcie ...? Jednak nie – kawałek musimy jeszcze przejechać. Pocieszający ten fakt, iż zdarzają się jednak na Filipinach uczciwi kierowcy (chyba, że to kolejny chwyt reklamowy, heh). Wiedziałem, że za każdym razem przepłacam, ale nie zdawałem sobie dotąd sprawy jak dużo. Pocieszeniem jest fakt, iż Ci ludzie (w dużej mierze żyjący z turystów), raczej nie opływają w dostatki i czasem warto ich nawet mniej świadomie wesprzeć. Po drodze + ambitnie + skrycie odliczam 50 peso w drobniakach, choć driver inkasując należność nawet jej nie przelicza. Jak znam życie po samej wadze monet zna otrzymaną wartość, heh.

W porcie rzecz jasna operuje kilka firm promowych. Najbliższy start (o 13.00) ma Ocean Jet. Bilecik na 45-minutową przejażdżkę kosztuje 350 PHP. Mam jeszcze pół godziny zapasu, więc sprawiam sobie pyszne śniadanie: 3 wielkie krewety + ryż = 65 peso.

Sycie posilony pomykam żwawo do terminala 1. Uiszczam 15 peso obowiązkowej opłaty portowej, jednak przez zwykłą nieuwagę pomijam stanowisko odprawy stając od razu w kolejce do bramki. Tuż przy wyjściu kierują mnie stąd do stanowiska odprawy, a tam zabierają plecak (prawie jak na lotnisku) i jeszcze każą za jego przewóz zapłacić kolejne 100 PHP! Chyba nie ma wyjścia, choć pierwszy raz (poza liniami lotniczymi) muszę uiścić haracz za przewóz bagażu na Filipinach! W międzyczasie zamknięto bramkę wyjściową. Obsługa każe mi czekać na kolejny prom twierdząc jednocześnie, iż planowo odpływa o 13.00! Nic nie łapię. Mój (ten o 13.00) chyba właśnie odpłynął …? Na szczęście po 15 min. ustawia się nowa kolejka do bramki i wchodzę na zapełniony w 20% pokład. Plecak mógł spokojnie leżeć (jak panisko) na co najmniej dwóch pustych krzesełkach obok. Ale business to business – turystę wycisnąć trza na maksa.

Rzeczywiście po 45 minutach dobijamy do przystani w Siquijor. Bagaż odbiera się już po zejściu z promu – takie niby usprawnienie za 100 PHP! Śmiech na Sali.

Wychodząc z portu dzielnie opieram się atakom agresywnych taksiarzy i namolnym oferentom skuterków. Po drodze zarezerwowałem se wszak tani pokoik w Siquijor Pier Guest House (37,00 zł). Właściwie to chyba najtańszy jak dotąd. No i oddalony od portu raptem 5 min. spacerkiem.

Pani wita mnie z zakratowanego okienka okrzykiem: welcome Darius! Znaczy trafiłem. Pokój spory, banalnie standardowy, z widokiem na … otaczające budynki. Łazienka i toaleta vis-a-vis. Ogólnodostępny aneks kuchenny + dystrybutor wody pitnej za drzwiami. Czego chcieć więcej …? Chyba moje wymagania co do warunków/udogodnień noclegowni zdecydowanie się kurczą. Grunt, że net z każdą kolejną minutą się rozkręca.

Tuż za hotelem jest plaża – zdecydowanie nie turystyczna. Domki wokół należą do tutejszych rybaków. Gdyby nie betonowe molo portowe w oddali – całkiem sielsko by tu było.

Trochę nie łapię własnej idei podróży na tą wyspę. Poza autentycznie uroczym St. Francis of Assisi Church nic mnie tu specjalnie nie interesuje. Kilka plaż, wodospadów, jakaś grota i … chyba nic poza tym. Spokojnie można było jedyną atrakcję zaliczyć w pół godziny i płynąć dalej …

Trochę na siłę przemierzam kilka ulic miasteczka, a wracając do hotelu coraz bardziej odczuwam doskwierający od dwóch dni ból podbicia prawej stopy. Pojęcia nie ma skąd się to wzięło? Coś mi się tam chyba niechybnie nacisnęło. No kolejny pech. W ruch idzie żel Diklofenak Perrigo. Zobaczymy, czy okłady z tegoż jakkolwiek pomogą. Cieszy mnie fakt, iż jestem nieźle (właściwie idealnie [!]) przygotowany pod kątem spakowanych na wyjazd medykamentów; martwi natomiast, iż niestety z większości z nich muszę korzystać. Wyssałem całe opakowanie orofaru, jutro rozpuszczę ostatnią aspirynę C, pomijam przyjmowany codziennie Vitotal, a katar i upierdliwe ataki kaszlu jakoś nie ustępują … Trefne te leki, czy jak …?

Dronem nad Siquijor polatane, pożądny obiadek (wieprzowina z ryżem + 7UP = 105 PHP) spożyty, czas zatem na relację z dnia i może jakieś nieśmiałe plany na jutro.
Przy okazji nadmiaru wolnego czasu zagłębiam się dłużej w temat wojny wywołanej przez największego „orędownika pokoju” ostatnich lat, chorego na umyśle debilka, tudzież pojeba: donka trumpka. Szmaty tego formatu (wzorce dla faszystów z piss-u) kiedyś rozpieprzą ten świat! Może już niebawem … ********! + ich bezmózgich wyborców!!!
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
dagar
Darek Grabowski
zwiedził 10.5% świata (21 państw)
Zasoby: 443 wpisy443 19 komentarzy19 5875 zdjęć5875 3 pliki multimedialne3
 
Moje podróżewięcej
22.03.2026 - 24.03.2026
 
 
15.03.2026 - 21.03.2026
 
 
09.02.2026 - 14.03.2026