Geoblog.pl    dagar    Podróże    FILIPINY 2026    DZIEŃ 22 (36) (PANAY + NEGROS) – HARD MARATHON
Zwiń mapę
2026
02
mar

DZIEŃ 22 (36) (PANAY + NEGROS) – HARD MARATHON

 
Filipiny
Filipiny, Miagao
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 3658 km
 
Skromniutko/barakowo na tym lotnisku, a palarni nawet na zewnątrz nie mają, wstyd!. Niezaspokojony dymkiem, na sporym głodzie orientuję się w kwestiach dalszego transportu. Rzecz jasna rządzi tu mafia taxi – nie stać mnie, więc spontanicznie wybieram jedyny mini bus do SM CITY ILOILO (cokolwiek to oznacza [sprawdzę na miejscu, heh]) za stówkę. Jedziemy dobrze ponad godzinę. Wysiadam w wyjątkowo bezdusznym miejscu oddalonym nawet od głównej ulicy. Pojęcia nie mam co dalej. Na pobliskim przystanku zatrzymują się jeno jeepy w nieznanych kierunkach.

Zatrzymuje się też przypadkowa taksówka, z której wysiadają pasażerowie. Wskazuję kierowcy pierwszy lepszy dworzec na mojej docelowej trasie do Miagao. Pasuje mu. Jadę na taximeter. Koleś przejeżdża jednak właściwy punkt i wraca doń okrężną drogą. Licznik co prawda urósł, ale honorowo driver inkasuje tylko 100 PHP. Nie jest tak źle z tymi taksiarzami. Dodatkowo zapuszcza wici wśród tutejszych kierowców. Nikt jednak pojęcia nie ma jak się do Miagao dostać. Cieniasy, heh. No to pytam kolesia zapatrzonego namiętnie w swój tel. Tak! Wie jak tam dojechać! … trza się najpierw dostać na pośredni dworzec: Mohol Terminal + po chwili zatrzymuje mi właściwego jeepneya. Za grosze docieram w kilka minut do Mohol, a tam na gwarnym dworcu, czekają już kolejne środki transportu.

Ponownie wybieram barwnego jeepneya i po kolejnej godzinie drogi (+ w ramach śniadania posilony dwoma jajami na twardo i tostami z serem nabytymi okazyjnie na lokalnych straganach) osiągam cel (koszt: 60 PHP/3,59 PLN).

Wpisany na listę UNESCO kościół rzeczywiście wzbudza ogromne emocje, szczególnie swą ewidentnie pretensjonalną, zbyt masywną, niesymetryczną i wg mnie nieproporcjonalną, trochę tandetnie przedekorowaną elewacją frontową i przysadziście rubaszną bryłą. Wnętrze delikatnie nadrabia niedoskonałości ogólnego wrażenia, ale też jakoś specjalnie na kolana nie powala. Mimo to cieszę się jak dziecko, iż udało mi się tu dotrzeć. A że ponoć "cel uświęca środki" chrzanię właśnie wszystkie niedogodności + koszty związane z tą irracjonalną z założenia/wbrew prawom zdrowego rozsądku wyprawą (której poświęciłem kilka dni i sporo kasy). Na moją (pokrętną zapewne) logikę zdecydowanie warto było! … szczególnie, że jestem zapewne jednym z bardzo, bardzo, bardzo niewielu podróżników, którym się to udało … Polaczki tu raczej nie bywają, heh.

Skorzystawszy z dostępnej na terenie przybytku toalety (co za ulga!), wymianie kilku prostych zdań z dwoma przesympatycznymi paniami odwiedzającymi akurat przybytek ze swą dziatwą i polatawszy chwilę nad obiektem dronkiem zawijam się, zaś chwilę później z głównej drogi przelotowej przez miasteczko łapię kolejny jeepney w powrotną stronę do Iloilo. Ten pokonuje trasę o 15 min. dłużej niż poprzedni. Przysypiam po drodze na plecaku, wszak ostatniej nocy oka nie zmrużyłem. Na odwiedzonym wcześniej Mohol Terminal przesiadam się na transport w kierunku centrum. Płacę raptem 44 PHP i zasiadam z całym bagażem obok kierowcy. Czuję się jak prawdziwy, filipiński pasażer, heh.

Wysiadam przed Santa Ana Parish - Molo Church. To spektakularnie oryginalny kościół. Widziałem go z daleka jadąc w przeciwnym kierunku i zdecydowałem odwiedzić w drodze powrotnej. Wg mnie warto.

Przed kościołem szukam podwózki do terminala portowego. Zagaduję oczekujących na klientów tuk-tuk-arzy. Nie śmią nawet skalać portu swymi miernymi pojazdami (szacun!) i sugerują wynajęcie porządnego taxi. Tak robię. Za przejazd ze słuchającym ambitnej muzy dziadkiem płacę 120 peso. Chyba rozsądnie, zważywszy, iż spory kawał miasta pokonaliśmy.

Najbliższy rejs w wybranym kierunku jest już o 13.20 i kosztuje 550 PHP. Konkurencji nawet nie sprawdzam, wszak nie chce mi się czekać dłużej ... mimo solennych zapowiedzi, iż przeprawa trwa raptem 1,5 h. Ostatecznie docieramy promem do portu w Bacolod w 2 godziny. No i jestem na wyspie Negros. Tu ponownie nie wiem co ze sobą począć. Sprawdzam różne opcje i zasięgam info od dostępnego akurat taksiarza. Wg niego (podobnie jak wg netu) jest opcja osiągnięcia jeszcze dziś w nocy Dumaguete, choć podczas podróży (za 200 PHP) driver kusi atrakcjami Bacolod. Rzeczywiście ponoć jest tu co zobaczyć, ale chyba pozostanę przy pierwotnym planie. Koleś zna też dobrze atrakcje wokół Dumaguete. Generalnie przegadaliśmy namiętnie całą podwózkę.

U celu nic nowego/zaskakującego: na dworcu bus do Dumaguete czeka już na stanowisku :). Odjeżdża o 16.30 (510 PHP). Gdyby, nie przesadna klima uznałbym podróż za wręcz komfortową. Tak czy inaczej udało się dotrzeć spokojnym rejsem do dworca w Dumaguete w prawie 6 godzin. Pojęcia nie mam ile krótkich mini-drzemek udało się w międzyczasie uciąć. Jest 22.15. Kolejny nierealny z założenia cel zrealizowany!
W pobliżu nie znajduję jednak żadnych hoteli, znów muszę dokonać błyskawicznej rezerwacji online. Wybieram jeden z tańszych; tajemniczy obiekt o nazwie „Patty” oddalony stąd o 7 min jazdy autem. Riksza mnie tam dowozi za 100 PHP.

Z obsługą przybytku koresponduję po drodze. Obiekt jest ostro zakamuflowany i muszę zameldować przybycie na miejsce. Za chwilę jest i ... on!/ona!, czyli raczej "trans-właściciel". Doprowadza do wejścia (bez żadnego opisu/szyldu/neonu), wiedzie po stromych schodach i w końcu otwiera ponoć swój najlepszy apartament – przygotowany specjalnie dla mnie, heh. Od wejścia ostro mini standardem zalatuje, ale na przeczekanie nocy powinno wystarczyć. Nawet nie czepiam się braku prywatnej łazienki, wszak ta korytarzu i tak będzie wyłącznie do użytku własnego – nikogo innego tu nie ma i cały obiekt należy do mnie. Nawet mi się ta sytuacja spodobała. Pan/Pani wypytuje o prywatne życie bez żadnych ogródek. Bezczelnie! Zapewne liczy na specjalne względy u samotnie podróżującego faceta, heh.
Stanowczo odmawiam podwózki motorkiem do sklepu spożywczego (w oddali widać otwarty 7/11), tym samym kończąc potencjalnie dalsze zapędy tej rubasznej istoty.

Z buta zmierzam na zakupy, spisuję relację i po kilku fajkach wypalonych na ulicy przed przybytkiem mykam spać snem sprawiedliwego.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
dagar
Darek Grabowski
zwiedził 10.5% świata (21 państw)
Zasoby: 443 wpisy443 19 komentarzy19 5875 zdjęć5875 3 pliki multimedialne3
 
Moje podróżewięcej
22.03.2026 - 24.03.2026
 
 
15.03.2026 - 21.03.2026
 
 
09.02.2026 - 14.03.2026