Geoblog.pl    dagar    Podróże    FILIPINY 2026    DZIEŃ 20 (34) (PALAWAN) – WYSTARCZY BYĆ
Zwiń mapę
2026
28
lut

DZIEŃ 20 (34) (PALAWAN) – WYSTARCZY BYĆ

 
Filipiny
Filipiny, Puerto Princesa
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 1498 km
 
Od wczesnego rana zapowiada się luzacki dzień. Oglądam na YT relacje z wypraw do Puerto Princesa Subterranean River i jakoś nie potrafię zmienić zdania: ten rzekomy siódmy (naturalny do tego!) cud świata totalnie mnie nie przekonuje. Nawet w ćwierci nie umywa się do wietnamskich jaskiń Phong Nha. Ilość skalnych detali jest tu wyjątkowo uboga i średnio/miernie spektakularna. Całość wygląda jak sztucznie wykuty podziemny (gospodarczy) korytarz nad podziemnym kanałem deszczówki. Nawet niespecjalnie zagłębiam się w koszty takiej wycieczki, choć na tanią nie wygląda, … a w związku z ostatnimi niezapowiedzianymi/nadmiernymi wydatkami czas trochę kasy przyoszczędzić.

Cóż zatem pozostaje …? Skoro ponoć najpiękniejsze plaże świata są na Palawanie – warto odwiedzić jedną z pobliskich. Zdecydowanie wybieram Hartman Beach. Bezzębny riksiarz pod hotelem trochę się dziwi wyborowi, ale w końcu dochodzi do wniosku, iż może rzeczywiście warto w bezludnej ciszy wypocząć. Płacę ustalone 200 PHP i wysiadam w idyllicznym wręcz miejscu: na pograniczu sielskiej wioski rybackiej i graniczącym z nią lasem zarośli mangrowych tuż przy brzegu. No piękniej, zaciszniej, bosko wręcz, być nie mogło! Na pustej plaży – całej na własność – rozkładam na twardym piasku nowy, świeżutki, zakupiony właśnie w tym celu ręcznik podróżny, a na nim swoje, biało-czerwone (jak na patriotę przystało!) ciało. Jest raptem po 10.00 i liczę, iż przedpołudniowe słońce łagodnie potraktuje wystawioną na jego promienie dziewiczą w kwestii opalania skórę, wyrównując (przynajmniej minimalnie) kontrastowe jak dotąd różnice kolorystyczne. Rzecz jasna skórę wysmarowaną z namaszczeniem tanim olejkiem (choć zeszłorocznym, niewykorzystanym w Wietnamie, heh).

I tymże sposobem – stracony z założenia dzień – zamienia /się na chwilę w doznanie spektakularnego, nieziemskiego upojenia, euforii, ekstazy wręcz. Wystarczyło poddać się chwili, błogiej atmosferze, egzotycznemu urokowi miejsca. Wystarczy tu po prostu być – reszta przyjdzie sama …

Namiętnie oddaję się obserwacji dramatycznych potyczek o cenny teren łowiecki tutejszych gospodarzy małych otworków w piasku: mini krabków. Po dłuższej obserwacji zaczynam chyba łapać niektóre zasady: Teren bliżej linii brzegowej okupują te większe, bardziej wybarwione i z większą (jedną!) parą szczypiec. Niedorostki muszą zadowolić się odleglejszą miejscówką, choć też są zadziorne (doceniam charakter!). Mieszkańcy norek, które aktualnie są akurat pod wodą, skupiają się natomiast na wymiataniu własnego lokum spektakularnymi wystrzałami wody z piaskiem. Woda przy samym brzegu prawie parzy. Zastanawiam się jak liczne kraby i stada małych rybek nie ulegają tu … ugotowaniu …?!

Wszystko co sielskie szybko się kończy. Daleko mi do fanów całodziennych kąpieli słonecznych; za wybitny sukces uważam 2 godziny spędzone na plaży! Raczej kolorystycznych efektów na moim ciele z tego nie będzie, ale z ciekawości ruszam (kompletnie ubrany) na spacer w kierunku najpopularniejszej tu: BM Beach. Trochę z lenistwa nie wyciągam po drodze drona, a jak się okazuje w miejscu docelowym niespecjalnie jest co z góry pokazywać. Żałuję absencji, ale nie chce mi się już wracać tą samą trasą do Hartman Beach, gdzie było wyjątkowo spektakularnie.

Nie mam sprecyzowanych planów na resztę dnia, a jest dopiero 12.30! Jakoś samoistnie wyszło, iż przez kolejną godzinę – w pełni 31-stopniowego upału – dzielnie przemierzam następny kwartał miasta. Oszczędzam kolejne 150-200 PHP, więc mogę pozwolić sobie na extra loda i Mountain Dew za w sumie 40 peso, heh.

Odprężenie psychiczne + lekkie fizyczne zmęczenie spacerem po dotarciu do hotelu skutkuje 45-minutową drzemką. Wskazana opcja to była.
Kolejne drinki (Aspirin C + elektrolity) leciutko usprawniają funkcjonowanie organizmu. Póki co mniej cieknie z nosa, a ataki kaszlu jakby zostały opanowane do minimum.

Po kolejnej porcji wczorajszego pieczonego kurczaka z ryżem zasiadam do wstępnego planowania kolejnych etapów podróży. Na wszelki wypadek niczego nie rezerwuję, co by ponownie kasy nie tracić. Jeśli mój jutrzejszy lot do Manili się powiedzie – będę miał kilka extra godzin na kolejne pożegnanie z tym miastem, wszak na lotnisku siedzieć nie zamierzam. Wstępnie celuję w spontaniczny, wieczorny spacer po Pasay City.

Jeśli uda się dolecieć do Iloilo w poniedziałek o czasie (czyt.: o świcie) pojawi się szansa na odwiedzenie dwóch kościołów w tym mieście + wyjątkowego kościoła z listy UNESCO w Miagao, i dotarcie promem do Bacolod, a może nawet jakimś nocnym busem do Dumaguete! Trochę ambitny ten plan z założenia, ale w obliczu kurczącego się niechybnie czasu trza podejmować większe ryzyko w kolejnych, odważnych krokach. Dalszego ciągu wydarzeń nie ma sensu planować. Wszystko zależy od powodzenia rozkładu najbliższych dwóch dni …
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
dagar
Darek Grabowski
zwiedził 10.5% świata (21 państw)
Zasoby: 443 wpisy443 19 komentarzy19 5875 zdjęć5875 3 pliki multimedialne3
 
Moje podróżewięcej
22.03.2026 - 24.03.2026
 
 
15.03.2026 - 21.03.2026
 
 
09.02.2026 - 14.03.2026