Z pobudką nie trzeba się dziś spieszyć. Muszę jakoś do check-out-u o 12.00 przelewitować w pokoju. Po jego opuszczeniu łapię rikszę za w końcu w miarę przyzwoite 150 peso. Na lotnisku wysiadam tuż pod tablicą informacyjną, gdzie mój lot rzeczywiście się wyświetla … jako CANCELED! Nie od razu to do mnie dociera, wszak zbyt nierealne się wydaje. To jednak brutalna prawda, a wewnątrz hali odlotów/przylotów już stoi długa kolejka do obsługi Cebu Pacific. Niestety odwołane są też dwa inne loty tej dresiarskiej linii, zatem kolejka właściwie się zupełnie nie kurczy. Po godzinie dreptania w miejscu wychodzę na zewnątrz zajarać. Potem robię to co 15-20 min przez kolejne 2,5 h. W międzyczasie linie serwują nam łaskawie lunch box – nawet niezły, syty makaron z tuńczykiem. Sytuacji jednak nie osładza. Nawet nie robię alternatywnych planów licząc, iż jakiś lot zamienny mi ostatecznie przydzielą. Niestety stoję w kolejce jako ostatni, a do stanowisk obsługi co chwilę ktoś wcina się na krzywy ryj.
Kiedy w końcu przychodzi moja kolej otrzymuję propozycję lotu do Iloilo 1 marca; czyli nawet nie jutro, a za dwa dni! Wku.wiam się totalnie – kolejne 2 dni stracone! Pytam tylko jeszcze taniej obsługi ile te tanie linie płacą za odwołanie taniego lotu. Niewiele – trochę ponad 5000 PHP. Po przepaleniu tematu i sprawdzeniu netu dochodzę jednak do wniosku, iż to jedyna budżetowa opcja. Cóż z tej wspaniałomyślnej decyzji, skoro nawet ona nie jest już po powrocie do stanowiska obsługi dostępna! Teraz została tylko opcja lotu do Iloilo za 5 dni !!!!!!!!!!!!!!!! Szlag by to …! Trza było szybko brać co dają i mykać stąd jak najdalej.
Pod drzewkiem chroniącym palaczy przed słońcem ponownie zagłębiam się we wszystkie potencjalne możliwości wydostania się z Puerto Princesa. Problem polega na tym, że zaczął się weekend: nie dość, że znacznie droższe bilety, to jeszcze loty wyprzedają się na pniu. Sprawdzam na kilku portalach równolegle, do tego w totalnie różnych konfiguracjach, a nawet kierunkach. Drogo, długo (z wieloma przesiadkami) i w większości niedostępnie .... W chwili desperacji rozważam nawet trasę promową, którą tu dotarłem przez El Nido i Coron do Batangas, ale to chyba najgorsza opcja. Bezpośrednich promów w pożądanym kierunku rzecz jasna nie znajduję. Kilka dobrych godzin zajmuje mi główkowanie co ze sobą począć w tej sytuacji. Ostatecznie – z braku laku – kupuję bilet do Manili na za 2 dni (1 marca - niedziela) o 15.30. Na MNL Manila T2 mam dotrzeć o 17.00. Koszt: 718,21 zł (!!!) W poniedziałek byłoby minimalnie taniej, ale z totalnej bezsilności czyn w afekcie popełniam. No to już wiem na czym stoję (czyt.: leżę ... w całej rozciągłości).
W międzyczasie zachmurzyło się niebezpiecznie. Pośpiesznie szukam w necie noclegu, ale i te są dziś droższe. Chyba wrócę do Hola Homestay. Na postoju taxi przed lotniskiem zarzucam nazwę hotelu i stawkę: 150 peso. Od razu zjawia się chętny – być może nawet ta kwota jest na wyrost … ? Pakując się do pojazdu kątem oka dostrzegam obiekt tuż za postojem. To spory hotel! W recepcji sprawdzam stawki: na 1400 PHP (86,75 zł) za noc raczej mogę sobie jeszcze pozwolić. Melduję się wyjątkowo sprawnie i zostaję doprowadzony do podobnego jak wczoraj przestronnego pokoju - tym razem z widokiem na lotnisko i małe centrum handlowe z knajpami na parterze. Się mi tu podoba. Wokół rozbrzmiewa uliczny harmider – jest szansa, iż moje upierdliwe ostatnio ataki kaszlu palacza nie zostaną specjalnie zauważone.
Na knajpy w zespole raczej mnie nie stać. Po drugiej stronie ulicy zaopatruję się w pieczonego kurczaka, sporą porcję ryżu, wodę i Colę. Jakoś muszę wszak przeżyć tu dwie kolejne doby.
Co by nie ryzykować na ostatnią chwilę wróciwszy do pokoju szukam docelowego lotu do Iloilo. Skoro ląduję w Manili wieczorem w niedzielę pod rozwagę biorę najtańsze, nocne opcje. O 3.05 jest lot łączony przez Cebu za 275,55 zł z bagażem rejestrowanym do 10 kg. Mój plecak waży ok 15. Poza tym na przesiadkę w Cebu mam raptem 1,05 h, a trzeba jeszcze odebrać i ponownie nadać bagaż! To jednak najkorzystniejsza czasowo opcja: Manila 3.05 – Iloilo 6.25 i jednocześnie najbardziej ryzykowna. Zobaczymy czy skończy się kolejną katastrofą …