Geoblog.pl    dagar    Podróże    FILIPINY 2026    DZIEŃ 10 (24) (LUZON) – ROK OGNISTEGO KONIA
Zwiń mapę
2026
18
lut

DZIEŃ 10 (24) (LUZON) – ROK OGNISTEGO KONIA

 
Filipiny
Filipiny, Baguio
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 278 km
 
Nudzi mnie już to nagminne wstawanie ok. 8.00, heh. Zgodnie z prognozą pogody po 11-tej ma padać, więc trza tempo narzucić. Chcę przed deszczem trochę polatać dronem. Szybki kurczak na śniadanie + szybki ciepło-letni natrysk i jestem gotów! Ok. 9.30 startuję nowym miniakiem w okolicy mego hotelu. Pierwsze zadanie wykonane bezboleśnie! Na przystanku jeepney-ów czekam ok. 20 min., ale wszystkie są zapakowane na full! Inni chętni na przejażdżkę systematycznie się poddają – ja po chwili też. Pieszo docieram (nota bene w 20 min. :)) do centralnego parku rozrywki. Zdecydowanie dzieciakom jest dedykowany. W okolicy znajduje się też Igorot Garden i rzecz jasna Rizal Park z monumentem na cześć bohatera narodowego.

Trochę tu mniejszy tłum + na idealny punkt do kolejnego startu drona wygląda. Siedząc wygodnie na zacienionym murku latam teraz nad centrum miasta, a odkrywanie kolejnych możliwości nowego sprzętu to przyjemność sama w sobie. Właściwie nie ma żadnego porównania do miniaka 2. Wszystko działa tu sprawnie, bez nawet chwilowej utraty sygnału, zintegrowana ze sterownikiem konsola RC2 to przepaść w stosunku do konieczności montażu telefonu na poprzednim sprzęcie, jakość wyświetlanego obrazu (w czasie rzeczywistym): niebo, a ziemia! Dodatkowo zaczynam oswajać się z myślą, iż ten dron – dzięki czujnikom omijania przeszkód obejmującym 360 stopni – z założenia powinien być nie do stracenia. Chwilowo zapominam zatem o dodatkowym ubezpieczeniu DJI Care Resfresh, którego zakupu odmówiono mi w Hong Kongu. Zobaczymy jak, kiedy i czym się to skończy. Póki co jakieś 400-600 zyli zostaje w kieszeni … :)

Obowiązkowym punktem programu jest Baguio Cathedral of Our Lady of Atonement. Niestety dotarcie tamże wymaga wspinaczki po stromych schodach. Po dotarciu na szczyt koniecznie muszę uzupełnić płyny wewnątrzustrojowe. Wybór pada na large watermelon drink za 85 PHP. Rzeczywiście smakuje jak arbuz!

Katedra bardzo taka sobie. Schodząc poza jej teren zasiadam na ustronnym murku przy ulicy i odpalam papierosa. Prawie go kończę, gdy znikąd pojawia się młodociany policjant. Strofuje mnie, iż nie można tu palić, a gdy zaciągam się po raz kolejny sięga do kieszonki (zapewne po druczek mandatu). W ulicznej kratce ściekowej kipuję faję i ruszam dalej … wolny jednak od kolejnych kar.

No to wszystkie założone wstępnie atrakcje miasta Baguio właśnie zostały zaliczone. Jest dopiero południe, a pogoda mimo ostrzeżeń pogodynek dopisuje. Szukam transportu do kolejnej atrakcji … poza miastem. Wkraczam w obszar postoju zmasowanych przystanków jeepney-ów. Chcę jakoś dotrzeć do Valley of Colors. Chwilę później zasiadam na ławeczce odpowiedniego pojazdu. Kilka minut później osiągam cel.

Miejsce rzeczywiście wygląda bajecznie (!); wszystkie wplecione we wzgórze budynki potraktowane zostały barwnymi graffiti. Nawet most prowadzący do dzielnicy jest w tęczowych kolorach! To jak dotąd najciekawsza atrakcja okolicy Baguio.

6 min pieszego spaceru stąd mieści się kolejny przybytek: buddyjska świątynia: Bell Church. Równie barwna jak Valley of Colors, jednak podobnego wrażenia nie wywiera. Warto odwiedzić ją będąc w okolicy, wszak wstęp to jedyne 20 PHP, a widoki z jej tarasów na zabudowę przedmieść bezcenne!

Przemierzywszy kawałek drogi pieszo (przez mało atrakcyjną dzielnicę) decyduję się na kolejnego jeepney-a. Ten nie dociera jednak do centrum Baguio. Szukając ustronnego miejsca do zajarania dochodzę tamże spacerkiem i trafiam na nieoczekiwaną blokadę miasta. O 14.30 zaczyna się tu parada związana z rozpoczęciem chińskiego nowego roku (rok ognistego konia – symbol postępu, niezależności i wytrzymałości – powraca po ok. 60 latach!) A to ci dopiero niespodzianka!

Główne ulice miasta obstawione są kordonami policji, a tłumy żądnych wrażeń widzów szczelnie wypełniają chodniki wzdłuż przemarszu parady. Całość rozpoczyna pokaz tańca barwnych lwów i smoka. Za nimi przewija się spektakularna maskarada wszelkich organizacji kulturalnych, sportowych, muzycznych, politycznych. Nie sposób ich nawet wymienić. Całość okraszona jest cyklicznymi, fantazyjnie udekorowanymi pojazdami/platformami, z których garściami rozrzucane są w tłum rozentuzjomowanej gawiedzi kilogramy (jak nie tony) cukierków i innych słodyczy (sam takimi kilka razy oberwałem, a żadnego nie zdobyłem :(). Dzieciaki za to mają gratkę: ofiarnie walczą o każdy podarunek prześcigając się w ilości zebranych słodyczy.

Na wszystkich twarzach obserwatorów egzotycznego przemarszu odmalowany jest szczery uśmiech. Mi też się atmosfera udziela i cieszę się równie beztrosko jak wszystkie małolaty wokół.

Po ok. dwóch godzinach uczestnictwa w paradzie postanawiam się jakoś stąd ewakuować. Na szczęście nad zamkniętymi ulicami można przejść nadziemnymi pasażami. Udaje mi się dotrzeć do punktu odjazdu mego jeepney-a i dotrzeć do hotelu.

Zapowiadało się skromnie, a dzień obfitował w mnóstwo niespodziewanych wrażeń. Czas pomyśleć co dalej. Po skrupulatnej analizie możliwości transportu do Banaue i Sagady poddaję się w obu kwestiach. Za kolejny cel obieram jednak Vigan – taniej, szybciej, sprawniej się tam dostać. Rezerwuję nawet hotelik w centrum miasta na dwie kolejne noce. Jutro się okaże, czy uda się tam dotrzeć i zrealizować podjęty dziś plan.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
dagar
Darek Grabowski
zwiedził 10.5% świata (21 państw)
Zasoby: 443 wpisy443 19 komentarzy19 5875 zdjęć5875 3 pliki multimedialne3
 
Moje podróżewięcej
22.03.2026 - 24.03.2026
 
 
15.03.2026 - 21.03.2026
 
 
09.02.2026 - 14.03.2026