Geoblog.pl    dagar    Podróże    FILIPINY 2026    DZIEŃ 8 (22) (LUZON) – 123 WYSPY W JEDEN DZIEŃ!
Zwiń mapę
2026
16
lut

DZIEŃ 8 (22) (LUZON) – 123 WYSPY W JEDEN DZIEŃ!

 
Filipiny
Filipiny, Hundred Islands
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 214 km
 
Historia z pobudką o 8.00 się rzecz jasna powtarza. Udaje mi się jeszcze zdrzemnąć godzinę, kiedy to jakieś głośne prace remontowe na dłużej już nie pozwalają. No to najwyższy czas na Hundred Islands.

Przed wejściem hotelowym nasz ochroniarz pomaga mi złapać tricycle’a do Lucap Wharf. Na miejscu odpalam driverowi ustaloną stówkę i kieruję się do tutejszych kas. Od razu proponują mi opcję najdroższą: małą, prywatną łódź z przewodnikiem. Nie wiedzą, że na takie właśnie wyzwanie jestem dziś przygotowany. W kieszeni zalega grubsza kasa, a grupowe zwiedzanie raczej mnie nie interesuje. Decyduję się na indywidualny full pakiet. Wyliczają mi skrupulatnie cenę uwzględniającą mnóstwo opłat. Ostatecznie wychodzi 3000 peso (183,60 zł). Sporo, ale nie pali mi się dziś do zbiorówek i szarpię się na prywatną łódź. Za chwilę otrzymuję przydzieloną, rezolutną przewodniczkę, która prowadzi mnie tutejszymi, nabrzeżnymi meandrami na łódkę obsługiwaną przez cichego chuderlaka/małolata.

Trochę chybotliwa ta łajba, posiada jednak dwa stateczniki po bokach, a morze jest dziś nadzwyczaj spokojne. Dopływamy do grupy 123 wysepek, z których kilka wybranych, dostępnych jest dla turystów. Generalnie to park narodowy i nawet połowy ryb są zakazane. Niestety zakazane jest też palenie na wyspach. Mogę za to do woli jarać na łódce :).

Ogólnie przypomina to trochę wietnamską zatokę Ha Long, trochę tajskie klimaty okolic Krabi. Generalnie jest bardzo ok. Trzykrotnie snorkuję, choć przybrzeżne rafy są bardziej niż przeciętne. Sprawdzam jednak nową, zakupioną przed wyjazdem, maskę pełno-twarzową (działa w miarę sprawnie, choć filmy z umieszczonej na niej kamery nie zachwycają [niestety widać na nich przede wszystkim ruchy rąk podczas pływania]). Sprawdzają się natomiast (używane już niegdyś w Indonezji) buty do snorkelingu.

Pierwszy raz odpalam też (zakupionego niedawno w Hong Kongu) drona! Po starcie peniam strasznie (nie mam wszak wykupionego DJI CARE), ale jest tu platforma do startu helikopterów. Być może przygotowana właśnie do takich jak mój, spontanicznych/amatorskich lotów. Udaje się krótko polatać, nagrać parę ujęć i szczęśliwie wylądować. Jestem zachwycony jakością nagrań i ogólnie sprzętem, choć trochę czasu zajmie zapewne pełne oswojenie się z jego obsługą.

Jedyna rzecz o jakiej zapomniałem przed wyruszeniem z hotelu to olejek do opalania. Po ponad 3-godzinnym rejsie w kąpielówkach jestem totalnie zjarany (czyt.: „czerwony jak cegła”). Czuję, że może być z tym problem w najbliższej przyszłości.

Wracamy na ląd. Jest godz. 15.30. W porcie otrzymuję jeszcze zwrot 200 PHP za niezaśmiecenie wysp (o ile dobrze zrozumiałem). Darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, grunt że do przodu jestem, heh. Żegnam się z obsługą mego rejsu i szukam postoju taxi. Driver na dzień dobry rzuca sprawdzającą stawkę dla łosi: 150 peso. Nawet nie polemizuje, kiedy stwierdzam, że za jeno stówkę to ja tu przyjechałem (a to i tak zawyżona kwota jak znam życie).

Niestety w centrum Alaminos rządzą sieciówki z żarciem. Przemierzam okoliczne uliczki i nic: żadnej lokalnej jadłodajni! Muszę zadowolić się dwoma kawałkami smażonego kurczaka (po 25 PHP/szt.) w przydrożnym straganie zarządzanym przez sympatyczne, skromne dziewczę, dwoma serowymi wypiekami (po 6 PHP) w kolejnym, a po wodę i ciastka wstępuję do mego ulubionego sklepiku spożywczego. Tanio ta kolacja się zapowiada. Trza jakoś zbilansować wcześniejszą szarżę prywatnego luksusu, heh.

Wyjątkowo wcześnie jestem w pokoju, ale w okolicy nie ma już nic do obejrzenia, a spektakularnie oświetlone wczorajszego wieczoru centrum miasteczka w dzień wygląda trochę blado …

Dostałem dziś zwrot na konto za błędnie dokonaną rezerwację w Baguio. Szacun dla obsługi obiektu! Jutro (zgodnie z planem) się u nich melduję. Jestem ciekaw poznania w końcu właścicieli, którzy mieli ze mną niezłą przeprawę. Przesyłają dodatkowo via Whatsapp właściwą nazwę przybytku do wyszukania na mapach Google. Zapisuję. Chyba jestem gotów na kolejne wyzwania tego kraju.

W myśl zasady: „lepiej późno niż wcale” + namaszczony sporą dawką sprayu do opalania, tłuściutki zasiadam w wyrku i porządkuję wszystkie ostatnie sprawy.

Jeśli ktoś sądzi, iż taka podróż to czysta sielanka – jest w niemałym błędzie. Myśleć, kombinować, sprawdzać, porównywać, podejmować ryzykowne decyzje, a w końcu doświadczać nieuniknionych pomyłek to chleb powszedni podróżnika. Turyści mają łatwiej – wszystko powyższe wykonuje ktoś za nich, tylko czy to ma sens …? Rzecz jasna turyści mają podobną satysfakcję z odwiedzonych miejsc – dla mnie dodatkowym atutem jest jednak świadomość z dotarcia do nich dzięki wyłącznie własnemu zaangażowaniu/poświęceniu. Wiele takich podróży dotąd odbyłem, i niespecjalnie wyobrażam sobie inną, mniej emocjonującą formę zwiedzania świata …
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
dagar
Darek Grabowski
zwiedził 10.5% świata (21 państw)
Zasoby: 443 wpisy443 19 komentarzy19 5875 zdjęć5875 3 pliki multimedialne3
 
Moje podróżewięcej
22.03.2026 - 24.03.2026
 
 
15.03.2026 - 21.03.2026
 
 
09.02.2026 - 14.03.2026