Geoblog.pl    dagar    Podróże    FILIPINY 2026    DZIEŃ 5 (19) (LUZON) – CMENTARZYSKO ŻYWYCH
Zwiń mapę
2026
13
lut

DZIEŃ 5 (19) (LUZON) – CMENTARZYSKO ŻYWYCH

 
Filipiny
Filipiny, Manila
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 1115 km
 
Dziś ponownie (już od 8.00 rano) dzielnie walczę z planem podróży na kolejne dni. Za kolejny cel ostatecznie obieram górskie miasto Baguio. Wysyłam zapytanie do wybranego obiektu noclegowego z prośbą o potwierdzenie rezerwacji + muszę niestety trochę poczekać na odpowiedź obsługi.

Znalazłem też połączenie autokarowe z dworca w mojej dzielni liniami Pasay Victory Liner. Najlepiej się tam Grabem dostać, który póki co nadal mi nie działa. Sprawdzę apkę jutro.

W samo południe opuszczam pokój z ugruntowanym zawzięciem dotarcia jednak do cmentarza północnego. To jedno z niewielu takich miejsc na ziemi; zamieszkane przez najbiedniejszą lokalną społeczność. Różne historie na jego temat słyszałem i nawet jadąc tamże 10 przystanków metrem wciąż jestem pełen wątpliwości. Bywało, iż zachodni turyści w ogóle nie byli wpuszczani na teren cmentarza - ja przy bramie wejściowej dostaję jeno pouczenie od sympatycznego strażnika: możesz bez skrupułów wszystko oglądać, jednak surowo zabronione jest fotografowanie i nagrywanie video.
Zarzekam się solennie, iż równie niechlubnego faux-pas nigdy bym nie popełnił! (… że niby ja?, najuczciwszy podróżnik na świecie…? - NIGDY W ŻYCIU!), … a że technikę zgrywania głupa mam już od dłuższego czasu opanowaną – wyciągam w zaułku między grobami kamerkę + bez gimbala trzymam ją (niby od niechcenia) w opuszczonej dłoni. Oczywiście od czasu do czasu używam „niechcący” przycisku szybkiego/spontanicznego uruchamiania funkcji nagrywania GoPro. Pojęcia nie mam co z tego wyjdzie – jeśli w ogóle jakiś materiał – to na pewno z perspektywy żabiej, heh.

Żadnych białych turystów wokół! Właściwie innych też tu nie ma. Trochę peniam wkraczając w mix żywego i martwego świata, ale dziarsko utrzymuję twarz luzaka/twardziela. Z każdym kolejnym krokiem nabieram jednak naturalnej śmiałości. Nieliczni, mijani mieszkańcy cmentarza, witają się wyjątkowo uprzejmie, serdecznie pozdrawiają, a tutejsza dziatwa to już prawie moje dozgonne ziomki! Jedynie z tutejszymi psami jakaś podejrzana, niewyjaśniona nieufność zaistniała ... :( Na szczęście żadnej poważniejszej krzywdy sobie (wzajemnie) nie wyrządziliśmy, heh.

Ze względu na sporą wysokość grobowców osiągających momentami wielkość budynków, cmentarz bardziej przypomina przedmieścia wielkiej aglomeracji. Oczywiście tą biedniejszą (czyt: slums). Po asfaltowych drogach przemykają od czasu do czasu skutery, riksze, a nawet markowe auta! Mijam liczne/uliczne stragany, a niektóre groby zaadaptowano też jako liche, ale funkcjonujące sklepiki.

Życie mieszkańców jest bezlitośnie wystawione na ciągły widok publiczny; przez kraty stanowiące drzwi do „mieszkań - cel” widać legowiska najemców … często bezpośrednio na betonowej posadzce. Zdarzają się też prowizorycznie urządzone kuchnie. Najbardziej zastanawia mnie jednak fakt jak rozwiązano kwestie sanitariatów i odprowadzenia ścieków …?

Mimo wielu zniszczonych + podupadłych, nadgryzionych zębem czasu nagrobków to miejsce (o dziwo) nie przybija, nie przeraża, nawet nie szokuje specjalnie i ogólnie nawet nie wygląda jak slums, ... choć jednocześnie skłania do głębszych przemyśleń + przede wszystkim docenienia własnego losu/życia//karmy/jakzwałtakzwał. W trakcie prawie godzinnego spaceru spotkałem wiele bardzo życzliwych, pogodnych, radosnych wręcz osób. „hi bro” nie słyszałem chyba tyle razy w żadnym innym miejscu! Nikt nie żebrał, nie prosił o jałmużnę, nie udawał biedniejszego, niż w rzeczywistości jest. Co najwyżej (zapewne przez grzeczność) był zainteresowany banałami: skąd pochodzę, co tu robię, jak mam na imię ... To wszystko czego ode mnie wymagano – niby banał, ale dla mnie wyjątkowo istotny i cenny: ktoś mijany po drodze nie potraktował mnie jako intruza, lecz jako kogoś zaciekawionego jego życiem. Nie byłem przygotowany na tak życzliwe przyjęcie …

Choćby z szacunku dla tutejszych mieszkańców cieszę się, iż nie zainstalowałem kamery na gimbalu i nie skierowałem jej brutalnie w ich twarze, domostwa, dobytek, codzienne życie. Przeszedłem to miejsce z szacunkiem dla nich i siebie …

P.S. ... na zawsze zapamiętam jednak może raptem dwu/trzy/letniego brzdąca, który siedząc prawie nago na gołej ziemi, obok zajętego swym telefonem ojca – niemiłosiernie zasmarkał się cały (kichając wielokrotnie). Nie licząc na specjalną atencję rodzica, na wykrochmalone zachodnie chusteczki, na słowa otuchy i pocieszenia, pogłaskanie po łysinie – wytarł jeno twarz przedramieniem i wrócił do zaangażowanego grzebania w piachu – to zapewne jego jedyna atrakcja na dziś. Jaka czeka go przyszłość ..? + co w życiu osiągnie startując z poziomu cmentarnego bruku …? Szczerze się wzruszyłem … i jak znam życie będę się nad kwestią jego przyszłości zawsze zastanawiał wspominając to miejsce. Inną od turystycznej Manilę. Inne od reszty świata Filipiny.

Wracam do stacji metra. Teraz pokonuję 5 przystanków w stronę centrum i wysiadam na Carriedo LRT. 15 minutowym spacerem zmierzam w kierunku pistacjowej z zewnątrz, wielkiej bazyliki: Minor Basilica & National Shrine of Jesus Nazareno / Quiapo Church (Archdiocese of Manila). Jej wnętrza przybierają natomiast odcieni kawy i betonu. Pierwszy raz spotykam się z tak nieziemskim wnętrzem. Klimacik to tu na pewno jest!

Wracam na metro i jadę do Redemptorist-Aseana. Stąd szerokimi chodnikami, wzdłuż równie szerokich, pustawych arterii, docieram do "City of Dreams Manila", tutejszego kultowego kasyna. Elewacja i hol wejściowy robią wrażenie (kocham wszak złoto jak smok z Władcy Pierścieni, heh). Przypominam se klimaty Macau – szczególnie te z Cotai.

Pustymi, 10-pasmowymi ulicami (teraz akurat stolica Birmy – Naypyidaw mi się przypomina) dochodzę do SM Mall of Asia Globe. Sąsiadują tu ze sobą gigantyczne dworce: oddzielne dla jeepney-ów i autobusów. Na tym drugim wsiadam do jadącego mniej więcej w kierunku mego hotelu busa, jednak przejechawszy kawał drogi (który w podobnym tempie pokonałbym pieszo!) zmuszony jestem do kolejnego półgodzinnego spaceru.

W znajomej okolicy robię jeszcze drobne zakupy i dopiero o 19.00 ląduję w hotelu.
Dopiero teraz zauważyłem, iż dokonałem błędnej rezerwacji w Baguio. Zamiast na jutro (14 lutego) czeskim błędem zarezerwowałem 14 marca :(. Zobaczymy jak właściciele obiektu zareagują na prośbę przebukowania.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
dagar
Darek Grabowski
zwiedził 10.5% świata (21 państw)
Zasoby: 443 wpisy443 19 komentarzy19 5875 zdjęć5875 3 pliki multimedialne3
 
Moje podróżewięcej
22.03.2026 - 24.03.2026
 
 
15.03.2026 - 21.03.2026
 
 
09.02.2026 - 14.03.2026