Geoblog.pl    dagar    Podróże    FILIPINY 2026    DZIEŃ 4 (18) (LUZON) – BINONDO TOUR
Zwiń mapę
2026
12
lut

DZIEŃ 4 (18) (LUZON) – BINONDO TOUR

 
Filipiny
Filipiny, Manila
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 0 km
 
… ponownie nie udaje się porządnie wyspać :( ... mimo, iż wczoraj pobiłem poprzedni rekord kroków. Tym razem było ich ponad 35000! Przed 8.00 rano jestem już na nogach. Za oknem pochmurno i ponoć dopiero po południu ma się trochę rozpogodzić. Na śniadanie pochłaniam resztkę wczorajszych, kolacyjnych kulek i … trochę mnie mulić zaczyna. Dobry znak! Korzystam z doświadczanego właśnie efektu i przedrzemuję jeszcze jedną godzinę.

Czekając na zapowiedzianą zmianę pokoju (check out o 12.00) spisuję + udostępniam na geoblog wczorajszą relację.
Ok. 11.00 schodzę do recepcji, by nieśmiało spytać o przydział nowego lokalu. Jak zwykle radosny małolat stwierdza, iż jednak mogę zostać w aktualnym ... W to mi graj! Nie trzeba gratów przerzucać i od nowa się instalować!

Na wszelki wypadek wkładam trochę więcej banknotów do kieszeni.
Dziś trza wrócić do pominiętego wczoraj fortu i poszwędać się po paru miejscach dzielnicy Binondo.

12.30 wymarsz. Po 13.00 pierwszy cel osiągnięty. Sprawnie poszło. Teraz już bez wahania uiszczam 75 PHP za bilet wstępu do Fortu Santiago. Nie spodziewałem się fajerwerków … i się nie zawiodłem :). Podobnie jak w focie w Makau – brak tu takowych!, heh. Gdyby nie historyczna + zabytkowa waga obiektu darowałbym go sobie bez wyrzutów. Oczywiście Rizal Shrine też tu jest, jednak – jak poczytałem wczoraj w necie – kolo zasługuje na najwyższe uznanie i szacun!

Dokładnie tą samą co wczoraj trasę pokonuję po raz kolejny, by dostać się do China Town w Binondo. Nawet jaram na tych samych schodkach przy nadrzecznym bulwarze.

Kolejny też raz oglądam spektakularną świątynię Minor Basilica and National Shrine of Saint Lorenzo Ruiz, z tą różnicą, że dziś odwiedzam jej wnętrza + filmuję. Przed bazyliką – na skwerze Plaza Calderón de la Barca (S. Lorenzo Ruiz) trwa jakiś chiński kulinarny festyn. W obliczu różnorodności oferowanych dań trudno się tu oprzeć jakiemuś lunch-owemu posiłkowi. W jednym ze stoisk zamawiam pikantną shawarmę z ryżem, w najmniejszym możliwym pojemniku (60 PHP). Kolejna perełka degustacyjna + poczucie pełnej sytości! Najwidoczniej TURYŚCI (… nie mylić z PODRÓŻNIKAMI!), których wcześniej spotkałem (chociażby w kolejce na lotnisku Chopina – na dzień przed wylotem), tudzież obejrzałem przeróżne relacje Youtub-owe podobnych nieszczęśników – mieli pecha w wyborze dań na swojej trasie; autorytatywnie twierdząc, iż kuchnia Filipin jest kiepska.
A może po prostu mniej wybredny, niż te pańskie pudelki jestem …?

Obwieszonymi czerwonymi latarniami ulicami (w tym ChinaTown Walk) docieram do kilku kolejnych chińskich świątyń i katolickich kościołów. W dwóch z ostatnich trwają akurat nabożeństwa efektownie (tudzież „efekciarsko”) wzmacniane transmisjami na wewnątrzświątynnych telebimach. Tak na wypadek, gdyby któryś z wiernych odprawiającego mszę duchownego nie widział.

Ściemnia się, zatem w stronę noclegowni uderzać trza. Wg Google to „uderzenie” powinno trwać co najmniej dwa razy dłużej, niż jest to w realu możliwe! Nauczyłem się już trochę kontrolować Google Maps – logiczne myślenie jest tu bardzo wskazane. Do stacji LTR „Central Terminal” odnajduję kilkukrotnie szybszą trasę wiodącą podziemnymi przejściami.

Kolejne 25 peso wysupłane z drobnych na bilet i dojeżdżam do Gil Puyat, skąd świadomie nie korzystam z ulubionych od wczoraj jeepney-ów licząc, iż po drodze uda mi się zaopatrzyć w jakieś rozsądne cenowo fajki. 7/11 i inne klimatyzowane sieciówki takowych nie oferują (generalnie cała ich oferta jest sporo droższa od prywatnych sklepików). Trza poszukać lokalnego, ogólnospożywczego przybytku. Niepotrzebnie pokonałem powrotną do hotelu trasę ze stacji metra pieszo. Wszystko czego mi trzeba jest wszak w mojej okolicy!

Wstępuję do ciasnawego sklepiku obawiając się strącenia plecakiem towarów w półek. Udało się (bez słoniowych strat w składzie porcelany) uzbroić w colę i wodę mineralną, a przy kasie … milusia niespodzianka: spory wybór fajek (także rodzimej produkcji!). Rzecz jasna kuszę się na dwa rodzaje tych najtańszych (po 115 PHP = 7,04 zł za paczkę) do degustacyjnego sprawdzenia – co prawda wychodzi nie mniej niż na Bazarku Szembeka w Wawce, ale przynajmniej nie drożej + w znacznie lepszej jakości!

W zdecydowanie poprawionym nastroju zaopatruję się jeszcze na kolację w smażone udo kurczaka (100 PHP) i paczuszkę bułkowatego, acz niesłodkiego pieczywa (25 PHP) w „mojej” piekarni …

Planowałem co prawda spontaniczną nocną wycieczkę (bez celu) po dzielnicy, ale spisanie relacji trochę mnie rozleniwiło. 24831 kroków powinno na dziś wystarczyć.

Zagadką jest dla mnie natomiast jutrzejszy, ostatni dzień w Manili. Prawie wszystkie założone cele zrealizowałem + jutro pogoda może być kiepska + chyba poddam się porannej fantazji jak już wstanę …
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
dagar
Darek Grabowski
zwiedził 10.5% świata (21 państw)
Zasoby: 443 wpisy443 19 komentarzy19 5875 zdjęć5875 3 pliki multimedialne3
 
Moje podróżewięcej
22.03.2026 - 24.03.2026
 
 
15.03.2026 - 21.03.2026
 
 
09.02.2026 - 14.03.2026