Znów pobudka o 8.00. Za mało tu jakoś sypiam. Tym razem na zwiedzanie wychodzę już przed 10.00. Na początek postanawiam sprawdzić tutejsze metro. Niestety do najbliższej stacji Lrt Gil Puyat muszę pokonać odcinek ok. 25 min. pieszo. Po drodze kupuję w drogerii spray do butów (139 PHP) – "trochę" nieświeżo pachną, heh.
Bilet na 4 przystanki kosztuje raptem 25 peso (1,53 zł). Pociągi raczej przeciętne i nie tak częste jak w HK, ale o dziwo tłoku nie ma. Wysiadam w okolicy Rizal Park i eksplorację od tegoż zaczynam. Chyba się niepotrzebnie szarpnąłem na paczkę Cameli za 200 PHP na ulicznym stoisku cwanej babuleńki. Jeszcze nie pytałem o ceny w sklepach.
Plączę się po rozległym parku z kilkoma muzeami, statuami, japońskim i chińskim ogrodem, a przede wszystkim miejscem egzekucji bohatera narodowego. Jose Rizal to filipiński bohater narodowy, polihistor i pisarz, którego twórczość zainspirowała rewolucję filipińską przeciwko hiszpańskiemu panowaniu. Urodzony w Calamba, wykształcony w Manili i Europie, zasłynął powieściami „Noli Me Tangere” i „El Filibusterismo”, obnażającymi korupcję władz kolonialnych. Stracony w 1896 roku, pozostaje symbolem walki o niepodległość i reformy społeczne. Dramatyczny pomnik upamiętnia chwilę jego rozstrzelania. Przemawia do wyobraźni …
Nieopodal jest Ocean Park. Niestety wstęp kosztuje aż 950 PHP! Lubię takie miejsca, więc wyskakuję z gotówki. Po godzinnych odwiedzinach dochodzę do wniosku, iż cena atrakcji jest jednak sporo zawyżona.
Stąd ruszam w stronę Intramuros, które zostawiłem na deser tego dnia. Tu się robi ciekawie. Klimatyczne pokolonialne uliczki mieszczą kilka interesujących zabytków. Najważniejsze to: San Agustin Church - Archdiocesan Shrine of Our Lady of Consolation and Cincture (UNESCO), The Manila Cathedral i oczywiście genialna Casa Manila. Tu wstęp kosztuje tylko 75 PHP. Zdecydowanie warto!
Kieruję się w stronę fortu. Po drodze przysiadam na ryż z kurczakiem za 120 PHP. Kurczę, kasa mi się kończy, a karty przy sobie nie mam. Ze stówą w kieszeni nie chcę ryzykować kolejnych 75 PHP za wstęp do zabytku. Przekroczywszy urokliwym mostem rzekę Pasig – już w dzielnicy Binondo - szukam bankomatów z czytnikiem aplikacji bankowej na telefonie. Brak takowych!
Nie ma szans na wypłatę jakiejkolwiek kasy. Nie pozostaje nic innego jak wracać do hotelu.
Metrem za 35 PHP jadę 7 stacji i ponownie mam do pokonania ponad 30-minutową pieszą trasę.
Tuż przy mnie zatrzymuje się właśnie jeepney. Dlaczego by nie spróbować? Pytam kierowcę, czy jedzie w pożądanym kierunku i otrzymuję potwierdzenie. Koszt przejazdu to raptem 13 PHP. Niewiele szybciej jedziemy w korkach, niż poruszałbym się pieszo, ale przejażdżka sama w sobie jest sporą atrakcją. Niestety driver uprzedza, że właśnie skręca i muszę wysiąść. Jakieś 20 min spaceru jednak zaoszczędziłem!
W okolicy hotelu zamawiam kulki o różnych smakach: krabowe, serowe, mięsne (60 PHP).
Dość długo czekam na ich przygotowanie, ale kolacja w pokoju jest wyśmienita! A wszyscy narzekają na filipińską kuchnię. Ja póki co jestem nią zachwycony!
Manilą - wbrew stereotypowej opinii o tym mieście - zresztą też!