Budzę się przed 9.00. Pani recepcjonistki jeszcze nie ma. Na wszelki wypadek pakuję cały dobytek by punkt o 10.00 zwolnić pokój. W końcu Pani dociera – niestety nowy pokój z łazienką ma tu kosztować 350 HKD za noc! Lekka przesada. Idę do głównej recepcji piętro wyżej. Za mój obecny pokój nie mogę jednak zapłacić kartą. Rezerwacji muszę dokonać wyłącznie online. Dziwne to trochę. Nie znajduję jednak wolnego pokoju w W’S Lounge na kolejne 5 nocy. Rezerwuję natomiast Manila Guest House w sumie za 640 HKD. Mieści się w innej części Chungking Mansions. Niestety doba zaczyna się od 13.00, więc na dwie godziny zostawiam plecak, a na zapleczu budynku – w tutejszej polowej palarni uzupełniam relację. Powoli kończy mi się bateria w laptopie, a zostało jeszcze półtorej godziny do zasiedlenia pokoju. Ruszam zatem w krótki rejs po okolicy szlakiem obranych miesiące temu miejsc.
Zaczynam od Hong Kong Space i Art Museum. Kawałek dalej jest Former Kowloon-Canton Railway Clock Tower, potem odwiedzam kompleks 1881 Heritage i docieram do Xiqu Centre. Wystarczy atrakcji jak na ten etap zwiedzania. Do Chungking Mansions wracam prawie punktualnie o 13.00.
Zdecydowanie, tupiąc nóżką odrzucam pierwszą propozycję zakwaterowania: jednoosobowa klitka bez okna w 4-pokojowym condo ze wspólną kuchnią i łazienką. Zapłaciłem za jednoosobowy pokój z prywatną łazienką, oknem i dostępem do netu – to moje minimum!
Recepcjonistka prosi o wybaczenie za niedogodność. Dziś nie mają takiego pokoju, ale jutro zwalniają się ponoć dwa podobne. Tą noc muszę spędzić w "dwójce" z łazienką, ale bez okna. Łaskawie przystaję na ten układ. W moim box-ie nie ma nawet tabliczki z zakazem palenia, więc beztrosko jaram w łazience.
Trochę ryzykuję po wczorajszych rewolucjach żołądkowych, ale nie mogę oprzeć się zaserwowaniu na lunch kolejnej porcji wczorajszego butter chicken. Póki co nie ma efektów ubocznych, więc po natrysku mogę udać się na drugą część eksploracji HK.
Metrem jadę w kierunku The University of Hong Kong. Potężny zespół nowoczesnych budynków otacza klimatyczny University of Hong Kong Main Building. Odwiedzam nawet mini muzeum z licznymi zakonserwowanymi stworzeniami.
Stąd kieruję się na barwną Art Line udekorowaną licznymi muralami. Zamiast spaceru do nieczynnego już Western Market wybieram przejażdżkę jednym z kultowych tramwajów. Opłata za przejazd jest stała i wynosi raptem 3,80 HKD – atrakcja zaś sama w sobie bezcenna!
Trochę plączę się po tutejszych wzgórzach wśród klimatycznych uliczek z mnóstwem antykwariatów, targów rupieci i graffiti. Niestety nie mają tu drewnianych masek, a na takową poluję.
Ostatecznie docieram do Tai Kwun Victoria Prison. Dzieje się tu. Zgrabnie adoptowany do współczesnych trendów zespół budynków robi wrażenie. Wyczuwam przygotowania do jakiejś specjalnej uroczystości. Na Parade Ground rozpoczyna się prawdopodobnie pokaz nowego spektaklu „light laser show”. Świadczą o tym liczni zebrani dziennikarze, fotografowie i wstępne, ceremonialne przemowy. Bingo! Za chwilę rozpoczyna się barwny performance wyświetlany na głównej fasadzie muzeum. Trwa kilkanaście minut, a uzupełnia je występ zespołu kosmicznych tancerzy w podświetlanych strojach zapraszających w końcowej fazie widzów do wspólnego, spontanicznego tańca. REWELKA!
Powoli kończę fazę zwiedzania na dziś. Niedaleko stąd do czerwonej stacji metra Central, skąd bez przesiadek (po dwóch przystankach) docieram w okolice mego nowego noclegu. Jeszcze tylko drobne zakupy po drodze na parterze Chungking Mansions i melduję się w pokoju. Kolejną część relacji cierpliwie uzupełniam.
Jutro mam zapowiedzianą zmianę pokoju – jestem ciekaw nowego przybytku, wszak spędzę w nim aż 4 noce, a to mi się w Azji chyba jeszcze nie zdarzyło.