O 8.00 rano okazuje się, iż pogoda zamiast słonecznej jest podobna do wczorajszej; czyli bardzo taka sobie. Dodatkowo ma padać od 12-tej do 15-tej. Jeszcze wieczorem upewniałem się w serwisie pogoda-interia, że będzie słonecznie i ogólnie cool! Ewidentnie przysypiają te iteriowe/interialne/interialistyczne dziuńki pogodynki. Chrzanić wiarygodność prognoz - grunt, że na reklamach portal zarabia, heh. Na jutro dziouchy ponownie przewidują (w szklanej kuli zapewne) przepięknie słoneczną pogodę przez cały dzień. Aż chce się wejść jutro na ich stronę i porównać z rzeczywistością za oknem. Tak zrobię i na pewno obejrzę reklamy! Lol.
Peniając trochę przed tymi potencjalnymi ulewami postanawiam przeczekać rzekome nawałnice w pokoju i nadrobić zaległe od dłuższego czasu relacje. W południe o dziwo nie ma żadnego oberwania chmury, ani nawet kapuśniaczku. Ze sztormiakiem w plecaku można śmiało zaryzykować wielką powódź w Macau – dziarsko ruszam w trasę.
Na pierwszy ogień obieram Coloane, gdzie busem docieram raptem w pół godziny (tym razem rozkład Google się na moją korzyść myli – dojazd trwa nie 55 minut a jeno ok. 30).
Wsi spokojna, wsi wesoła rzec by się chciało po dotarciu na miejsce. Autentycznie jest to sielankowe, pokolonialne miasteczko o beztroskim charakterze. Wąskie uliczki, okraszone barwnie malowanymi domami, graffiti i inną muralową twórczością stanowi przeciwwagę dla zgiełku Macau i kasyn Cotai. Nawet dla starej Taipy. Podczas leniwego, godzinnego raptem spaceru, odwiedzam trzy główne atrakcje: Chapel of St. Francis Xavier, Tam Kung Temple i Tin Hau Temple Coloane. Wszystkie bardzo swojskie i naturalnie klimatyczne.
Czas na spotkanie ze zwierzęciem symbolem kraju – pandą wielką w Macao Giant Panda Pavilion. Atrakcja bezpłatna i równie tania, ale jak mus to mus!
Stąd ruszam busem do MGM Cotai z równie przesadnie bogato dekorowanymi wnętrzami. Podobnie jest w tutejszym Wynn Palace (z tańczącymi fontannami + kolejką linową nad tymiż) i City of Dreams, choć ten ostatni trochę się na oryginalność wybija współczesnym designem. Generalnie lubię ten przejaskrawiony, tandetny blichtr, choć nie potrafiłbym czegoś nawet w części podobnego zaprojektować. :)
Atrakcje na wyspie o trzech nazwach (Taipa, Cotai, Coloane) zaliczone z nawiązką, więc wracam do Macao. Busem docieram do Largo de Monte Carlo i okolicznych atrakcji: Sands Macao, Fisherman's Wharf, nieczynne już Casino Babylon, Cultural Centre, Museum of Art. i ekspresyjne w formie Science Center. Stąd docieram do Guan Yin Statue i Dr. Carlos d'Assumpção Park. Zaczyna się ściemniać, a na 19.00 chcę zdążyć na niechcący pominięty wczoraj pokaz fontann przed Wynn. Pozostały czas spędzam w Casino Hotel MGM. Jest tu nawet bezpłatne, choć biletowane (diabli wiedzą po co) muzeum z aktualną wystawą poświęconą jedwabnemu szlakowi. Przefajnie i wyjątkowo klimatycznie urządzone.
Ostatecznie udaje mi się zarejestrować spektakularny fountain schow. Lepszego nawet w necie nie widziałem!
Zahaczając o Plac Senado nocą wracam do pokoju. Rezygnuję z pośredników i bezpośrednio wysyłam mailem roszczenie odszkodowania za oba odwołane loty do obu linii lotniczych. Jestem ciekaw ich reakcji.
Spory program został na jutro, a wieczorem muszę jeszcze dotrzeć do Hong Kongu. Zobaczymy na ile założony plan uda się zrealizować …
https://www.youtube.com/shorts/uOSl2qMqDQ0