Geoblog.pl    dagar    Podróże    MACAU + HONGKONG 2026    DZIEŃ 5 – CASINO ROYALE TOUR
Zwiń mapę
2026
30
sty

DZIEŃ 5 – CASINO ROYALE TOUR

 
Makau
Makau, Macau
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 10726 km
 
Budzę się przed siódmą – raczej o rozsądnej porze. Po dwóch poprzednich nocach (z ok. 3-ma godzinami snu każda) chyba jednak uniknąłem jet-leg-u. Mimo poczucia wyspania mój (prawie) niezawodny smartwatch Garmin sugeruje, iż za dużo fazy REM podczas snu się zdarzyło i ogólnie kiepsko ocenia noc. No cóż – takie jego prawo, heh.

Lekko kropi deszcz, a niebo zasnute jest chmurami – z góry zakładam zatem stracony dzień przeznaczony na nadrobienie zaległości w relacji, kwestie techniczne, nadrobienie niedokonanych dotąd stałych płatności, zgłoszenie roszczenia zadośćuczynienia za odwołane loty, itp., itd. Co by jednak nie siedzieć non stop w pokoju podejmuję się misji mającej na celu znalezienie wątpliwego – ale może jednak – ratunku dla zmasakrowanego wczoraj drona. Znajduję w Googlach firmowy salon DJI na Cotai.

Ok. 14.00 ruszam w trasę. Zatłoczonym busem docieram do celu po ok. 40 min. Okazuje się, iż salon zlokalizowany jest w galerii handlowej Studio City Macau – miejscówce, którą i tam miałem w planach odwiedzić. W to mi graj!

Niestety salon DJI nie posiada serwisu na miejscu i wysyła wymagający naprawy sprzęt do Hong Kongu – może zatem tamże się uda … choć korci mnie zakup miniaka w najnowszej wersji 5 (ok. 3800 zł w najbardziej wypasionej wersji combo – sporo taniej niż w Polsce). Przemyślę kwestię jeszcze.

No ale … skoro już tu jestem: eksploruję okolicę – rewelki nie ma, choć sporą kasę czuć na każdym kroku. Po wygranym majątku w kasynie możesz nawet autem z salonu BMW na parterze wyjechać, heh.

Niedaleko jest słynny The Parisian z repliką wieży Eiffla – cóż szkodzi tam zajrzeć ..? Zaglądam po kilkunastu minutach spaceru i mimo braku specjalnego zachwytu wnętrzami nakręcam się na pozostałe kasyna w pobliżu.

Kawałek dalej, po drugiej stronie The Cotai Strip, mieści się imponujący gmach Londoner Court. Trza przeprawić się doń spektakularną, zadaszoną kładką nad ulicą. Zdecydowanie elewacja uzbrojona w Tower Bridge wywiera lepsze wrażenie niż wnętrze z kilkoma angielskimi budkami telefonicznymi i piętrowym, równie czerwonym autobusem.

Wracam rzeczoną kładką na poprzednią stronę ulicy wprost do potężnego kompleksu Venetian Macao Casino. Tu mi się podoba bardziej, a zlokalizowane na 3-cim piętrze centrum handlowe rozciągające się wokół The Grand Canal (z pływającymi gondolami i sztucznym niebem) zwala z nóg. Dosłownie! … a nie ma gdzie usiąść. Trochę się gubię w bogactwie ewidentnej, przesadnie barwnej tandety robiącej jednak robotę – tu stworzono autentyczny klimat! Po ponad godzinie spontanicznych przechadzek (gdzie oczy poniosą) trafiam ostatecznie na kasyno – jedyne jakie można było cząstkowo sfilmować, tylko dlatego, iż widać je z poziomu ruchomych schodów doń prowadzących. Bombeczka!

Niedaleko już stąd do Galaxy Macau z imponującym diamentowym holem. Poza tym standard bez szału.

Po drugiej stronie ruchliwej ulicy zaczyna się historyczna dzielnica Taipy. To jak dotąd najciekawszy dziś punkt zwiedzania. Klimat wąskich, krętych, barwnych, mniej lub bardziej zatłoczonych uliczek przyprawia o dreszcz emocji. Przepadam za takimi miejscami i nawet „płynięcie” w uścisku tłumu nadpobudliwych chińczyków drepczących wzdłuż Rua do Cunha nie przeszkadza w delektowaniu się autentycznym klimatem okolicy. Czuję, że powoli nabieram dodatkowej mocy. Odwiedzam jeszcze nieodległy kościół: Our Lady of Carmel i pobliskie Taipa Houses–Museum dokumentujące warunki życia portugalskich kolonizatorów.

Garden of Flower City z dokarmianymi radośnie (szczególnie przez dzieci) dorodnymi karpiami koi raczej można sobie darować, choć wrażenie robi jego lokalizacja w samym centrum osiedla mrówkowców mieszkalnych.

W kolejnym Taipa Central Park warto za to odwiedzić Taipa Library – zagłębioną w ziemi, przeszkloną konstrukcję z zielonym patio.

Po obfitej (wbrew porannym założeniom) trasie czas na powrót do hotelu. Wystarczyło jednak kilka przystanków na siedząco w busie by nabrać sił i ochoty na kolejne atrakcje. Wysiadam zatem „przedwcześnie” w okolicy Fortuna Casino, a stąd już niedaleko do słynnego Casino Wynn z rewelacyjnym spektaklem podświetlanych fontann, którego nie nagrałem przedkładając nań wypalenie papierosa na skwerze obok i nagrywanie time-lapsa z Grand Lisboa w roli głównej. Jak tylko skończyłem fajkę i wróciłem pod Wynn pokaz się zakończył. Te pieprzone fajki kiedyś mnie zgubią, heh.

Próbuję nadrobić straconą właśnie okazję do spektakularnego nagrania z Grand Lisboa w roli głównej. Niestety wnętrza nie dorównują nieziemskiej/ikonicznej bryle budynku uznanego za symbol/gmerk Macau.

Zaliczając po drodze kilka mniej atrakcyjnych miejscówek + posilając się kurczakiem z grzybami i ryżem (treściwie + połowa dania na wynos + bez szału w smaku + 45 HKG) w jednej z mijanych, pustych knajpek, przed 22.00 wracam do hotelu. Spisuję relację z dzisiejszego dnia po pokonaniu ponad 25 tys. kroków. A miało być tak leniwie i oszczędnie w doznania … ;)

https://www.youtube.com/shorts/Q5hCeSFfd4g

 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
dagar
Darek Grabowski
zwiedził 10% świata (20 państw)
Zasoby: 400 wpisów400 19 komentarzy19 5875 zdjęć5875 3 pliki multimedialne3
 
Moje podróżewięcej
09.02.2026 - 09.02.2026
 
 
26.01.2026 - 08.02.2026
 
 
04.12.2024 - 22.01.2025