Geoblog.pl    dagar    Podróże    WIETNAM + TAJLANDIA 2024/25    DZIEŃ 8 – BUJAM W OBŁOKACH
Zwiń mapę
2024
11
gru

DZIEŃ 8 – BUJAM W OBŁOKACH

 
Wietnam
Wietnam, Sa Pả
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 9516 km
 
Pociąg dociera do Lao Cai o 7.00 rano z półgodzinnym opóźnieniem. Na dworcu czeka już tłumek drapieżnych driverów. Wraz z kilkoma osobami, które podobnie jak ja zaopatrzyły się w bilety wcześniej, ładuję się do podstawionego busika. Po drodze słyszę ofertę 50 tys. za taxi. Nie jest źle, ale mam już transport. Po godzinie drogi przez góry zostajemy wypakowani w centrum Sapy. Stąd jest tylko 6 min. pieszo do zarezerwowanego pokoju w Dang Khoa Garden Inn (225 K = 36,00 zł). Niestety moje lokum nie zostało jeszcze zwolnione. Zostawiam plecak w restauracji hotelowej i wkraczam … w chmurę, bo raczej nie jest to mgła. Klimat jak z dreszczowca. Nie widać jeziora po drugiej stronie ulicy! Ogarnia mnie lekka konsternacja. Nie tylko nie zobaczę Phan Xi Pang ale i samego miasta! I co w tej mgle robić całe dwa dni? Ciało rozgrzewam bun cha z wołowiną (50 K), dusza pozostaje niepocieszona.

Krótka przechadzka po centrum pogrąża ją w odmętach przerażenia. Jest ok. 8.00, a pokój mam od 14-tej. Z braku laku odwiedzam słynny budynek Sun Plaza Sapa, który jest połączeniem centrum handlowego, wypoczynkowego, hotelowego i kolejowego – tu wszak zaczyna się przygoda z kolejką linową na najwyższy szczyt Azji płd.-wsch. Przysiadam na wygodnych sofach w lounge i korzystam z dostępnego netu. Na szczęście mam ze sobą laptop. Po chwili wyszukuję hasło „pogoda sapa” i okazuje się, że jednak powinno być dziś przynajmniej częściowo słonecznie. Wyjście na papierosa potwierdza te założenia.

W nadziei na poprawę aury wracam do hotelu i tam w lobby spisuję wrażenia ostatnich dni. Kolejny papieros jest przyczynkiem do męskiej decyzji: ruszam z programem zwiedzania. Chmury zniknęły, a słońce zaczyna przebijać się coraz wyraźniej. W końcu widzę gdzie jestem i po krótkim spacerze przez centrum miasta kieruję się w stronę kultowej wioski Cat Cat. Odrzucam wszystkie propozycje motobajkowców oraz trekkingowców i pieszo docieram do właściwie skansenu w wąwozie rzeki. Prowadzi do niego ścieżka z setek kamiennych stopni skrupulatnie otoczonych straganami z rękodziełem. Jako starszy facet nie jestem dla większości sprzedawców wymarzonym celem. Raczej z przyzwyczajenia recytują jak mantrę hasło „buy suvenir sir” nawet nie podnosząc wzroku znad telefonu. Ja nie odrywam wzroku od ścieżki, na której każdy niefortunny krok może skoczyć się co najmniej skręceniem kostki.

Wstęp kosztował co prawda 150 tys. VND, jednak mimo wszechobecnej komercji warto dotrzeć do wioski tą drogą. Cat Cat to właściwie zlepek kilku stylizowanych na tradycyjne budynków zdominowany przez sklepiki, warsztaty i stoiska różnej maści. Nawet autentyczności skansenu tu brak, jednak samo atrakcyjne położenie wioski nad rwącym strumieniem z kilkoma kaskadami i wodospadami czyni to miejsce wyjątkowo malowniczym.

Na szczęście nie trzeba wracać tą samą trasą. Wyjątkowo z wielką przyjemnością odnotowuję dźwięk skuterów. Ponad jednym z wodospadów jest mały przystanek meleksów, które za 10 tys. VND podrzucają strudzonych piechurów do kolejnego parkingu, skąd po dłuższym targu za następne 40 tysi biorę motobik-a do centrum Sapy. Na kolejne propozycje trekkingu po okolicy reaguję raczej nerwowo – ten jeden mi w zupełności wystarczył.

W hotelu pokój już czeka. Jest usytuowany przy wewnętrznym, egzotycznym patio obsadzonym gęstą roślinnością. Ma nawet antresolę, grzejącą klimę, którą nastawiam na maksa, elektryczne prześcieradło (chyba nie działa) i niesprawny TV. Zwracam na to uwagę pani z obsługi i za chwilę przychodzi sympatyczny dziadek próbujący uruchomić sprzęt. Wie tyle co ja i operacja za nic się nie udaje. Kolejną chwilę później dziadek wraca z dekoderem Adroid-a. Trochę kombinuje, tym razem skutecznie – w końcu mogę obejrzeć wietnamski program. Jeden!

Wieczorna przechadzka kończy się kolacją w postaci smażonego ryżu z kurczakiem (70 K), obserwacją jakiejś zadymy na ulicy (chyba na tle wyznaniowym) i uwiecznieniem Sapy nocą. O dziwo nie natrafiłem na żadne biuro podróży (!), którymi stoi Old Square w Hanoi. Tu rolę tą przejmują hotele.

Śledząc prognozy pogody na kolejny dzień zaczynam pękać. Z odwiedzin Phan Xi Phan ciężko zrezygnować, ale przekonało mnie do tej decyzji doświadczenie dzisiejszego poranka. Nie bardzo mam ochotę po omacku zwiedzać tego zespołu, a nawet przy niezłej pogodzie przez kilka godzin w środku dnia w dolinach – szczyt wciąż pogrążony był w chmurach. Odwiedziny okolic Sapa też odpadają. Pozostaje zatem jedno wyjście: nie czekać do wieczora na nocny bus, a pojechać dalej w ciągu dnia. Inaczej marzłbym gdzieś bez celu w Sapie.

Kolejnym celem jest z założenia zatoka Ha Long, ale i tu prognozy są nieprzyjazne. Gdzieś warto by przeczekać 2 dni. Na Hanoi raczej nie mam więcej pomysłów, Ninh Binh też pogrąży się w chmurach i deszczu. A może by tak Ha Long City …? Nie planowałem zwiedzania tego miejsca, ale nie mam innego pomysłu. Przez stronę 12go rezerwuję przejazd do Ha Long City (85,00 zł). Na miejscu ma być ok. 19.45. Zostało mi jeszcze znaleźć przynajmniej pierwszy nocleg w nowym mieście. Kusi mnie taki za 13 zł …
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (8)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
dagar
Darek Grabowski
zwiedził 8% świata (16 państw)
Zasoby: 385 wpisów385 19 komentarzy19 5715 zdjęć5715 3 pliki multimedialne3
 
Moje podróżewięcej
04.12.2024 - 22.01.2025
 
 
26.03.2023 - 06.04.2023