… dziś trza powtórzyć nieskonsumowane wczoraj atrakcje. Busem docieram do Muzeum Etnograficznego (wstęp 40.000 VND – 6,40 zł). Od ekspozycji zlokalizowanych w dwóch imponujących, nowoczesnych budynkach, bardziej interesuje mnie jednak część skansenowa z kilkoma domostwami z różnych regionów kraju. Cool klimacik!
Dzięki aplikacji Moovit bez problemu znajduję proste połączenie do Tanh Churong Viet Palace oddalonego o ok. 32 km na północ od Hanoi. Cały koszt przejazdu: 32.000 VND (5,80 zł).
Jak dotąd nie widziałem żadnego wypadku, a dziś omal sam w takowym nie uczestniczyłem. Podczas zjazdu z drogi ekspresowej ciężarówka prawie wjechała w naszego kierowcę. Dzięki jego refleksowi udało się uniknąć kolizji, a oba auta wyhamowały w ostatnim momencie i zatrzymały się o jakieś 20 cm od zderzenia. Rzecz jasna doszło do awantury, heh. Z tego co zrozumiałem czekamy na policję mającą rozsądzić spór driverów, więc skrupulatnie korzystam z przerwy na fajkę. Za ok. 20 min ruszamy jednak bez rozstrzygnięcia sprawy i po ponad półtorej godzinie wysiadam w sennej wiosce, gdzie w przydrożnej knajpce posilam się tutejszym/regionalnym banh minh. Trzeba jeszcze przejść jakieś 500 m sielankowej wiejskiej trasy, obudzić dziadka sprzedającego bilety w przydrożnej budce (150.000,00 VND – 24,00 zł), by zanurzyć się w czymś na co mi brak określenia … z zachwytu rzecz jasna ..!
Położony na stopniowanym wzgórzu kompleks pałacowo-świątynny zanurzony jest w egzotycznym nieziemskim, tajemniczym wręcz ogrodzie uzupełnionym setkami, jak nie tysiącami mniejszych i większych figurek. Kilkanaście budowli różnego przeznaczenia wyposażonych zostało w kolejne święte posągi, ozdoby i nieodzowne dary dla bóstw. Wokół liczne zarybione sadzawki. W jednej zamieszkał nawet żółw. Labirynt ścieżek, bram, tuneli i schodów przyprawia o zawrót głowy. Krążąc kilkakrotnie we wzruszającym szoku różnymi ścieżkami tracę orientację. Nie wiem, czy byłem już w tych miejscach, czy odwiedzam je po raz pierwszy, wszak z każdej perspektywy jawią się totalnie odmiennie. Mistycznego charakteru dopełnia fakt, iż wokół nie ma żywej duszy! Nikt nie pilnuje obiektu nadgorliwie, a dopiero po godzinie spotykam pierwszych zwiedzających i to w okolicy knajpki zlokalizowanej w jednym z pawilonów. Tym samym czar miejsca powoli pryska i ruszam w powrotną drogę. Celem jest Voi Phuc Temple. Niestety droga doń prowadząca jest w totalnym remoncie i nie można się do świątyni dostać.
Nieopodal znajduje się natomiast najwyższy 272-metrowy wieżowiec Hanoi – Lotte Center. Zamierzałem wjechać na jego platformę widokową, jednak smog jest tak intensywny, że widok ograniczyłby się do ok. 1 kilometra. Bez sensu trochę …
Czas odebrać pozostawiony w hotelu plecak i zmierzać w kierunku dworca. Jestem tam godzinę przed odjazdem pociągu i posilam się beef sticky rice (40 K/6,40 zł).
W przedziale sypialnym melduję się jako pierwszy. Nie dość że to ostatni, 16-ty wagon, to jeszcze ostatni przedział w wagonie. Do dyspozycji każdy z 4-ech podróżnych ma wodę, banana, chipsy i mini szczoteczkę do zębów. Wkrótce docierają współpasażerowie zajmujący swoje miejsca. Nikt nikogo nie zna, więc zapowiada się spokojna noc.
W jak wielkim błędzie byłem okazało się już niedługo. Jeden z przedziałów zajmuje ekipa czworga polaczków (Polakami bym szumowin wszak nie nazwał). W wagonie nie słychać nikogo poza nimi. I można by to znieść, gdyby impreza nie trwała do 4-tej nad ranem! Dwie dziuńki o gromkim śmiechu typowych ulicznic i dwóch nadgorliwych gachów im wtórujących deliberuje w rytmie disco polo „godnie” reprezentując nasz kraj. Przez to bydło spałem raptem 4,5 h.
https://www.youtube.com/watch?v=GpBzy3jGQvY