Geoblog.pl    dagar    Podróże    FILIPINY 2026    DZIEŃ 15 (29) (LUZON) – A STATEK PŁYNIE …
Zwiń mapę
2026
23
lut

DZIEŃ 15 (29) (LUZON) – A STATEK PŁYNIE …

 
Filipiny
Filipiny, Batangas City
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 977 km
 
W końcu dłużej mi się przysnęło, ale nigdzie się przecież dziś nie spieszę. Jedynym celem na dziś jest dotarcie do portu w Batangas przed 18.00. Na maksa wykorzystuję czas w pokoju i dopiero przed 11.00 go zwalniam + odbieram rzecz jasna tysiączek za niezgubioną kartę i klucz.

O dziwo w okolicy hotelu brak jakichkolwiek chętnych do podwózki ryksiarzy. Dopiero spory kawałek dalej trafiam na wolnego trycykla i za stówkę jadę do stacji metra. Pan sugeruje jednak bliższą od tej którą pierwotnie wybrałem. OK!. Za 25 peso dojeżdżam kolejką LRT do stacji w okolicy mego pierwszego noclegu na Makati, choć to akurat ulubione Pasay City. Już wysiadając z pociągu; z góry widzę podstawiony autokar do Batangas. Jest bosko! Odjeżdża o 11.45 mam więc jeszcze sporo czas na fajkę (wypaloną w zaciszu między dwoma busami).

Po kolejnych dwóch godzinach komfortowej jazdy (240 PHP) wysiadam pod największym, i jak się sami tubylcy chwalą – najnowocześniejszym morskim portem pasażerskim na Filipinach. Odnajduję okienko obsługujące moją trasę i wyskakuję z kolejnych 1700 PHP (105,62 zł). Okazuje się, że prom docelowo płynie nawet dalej: do El Nido, zaś w porcie Coron planowo ma być o 9.00. Jednak nie o 14.00 jak wyczytałem w necie! No idealnie się składa (prawie cały dzień do przodu zyskuję!). Wydatek podobny do kosztu jednodniowego zakwaterowania, a przy okazji kawał drogi zrobiony. Trochę zaoszczędziłem na transakcji :)

Niestety w terminalu promowym nie ma stref palacza. Mam jednak mnóstwo czasu, więc wychodzę poza jego teren i przysiadłszy w ustronnym zaułku jaram do woli. Moją lokalizację wytropiła jednak czujna banda miejscowej dziatwy dopominająca się o należny im frycowy/turystyczny haracz. W ramach nagłego przypływu altruizmu wyzbywam się pokaźnej garści drobniaków, a małolaci wyrywając je wprost z ofiarnej dłoni, nawet bez zająknięcia, że już o jakiejkolwiek formie wdzięczności nie wspomnę - momentalnie znikają. Tak zostali zapewne wyuczeni: 1. przez żądnych szybkich zysków rodziców bezwzględnie wykorzystujących własne dzieci, 2. przez naiwne pierdoły podobne do mnie. Idę stąd (plując se obficie w brodę) i szukając przy okazji czegoś do zjedzenia, jednak chwilowo nie mogę nawet patrzeć na smażone i grillowane kurczaki, a poza tymi nic w okolicy nie ma (wszak głupi turyści wg miejscowych jedzą tylko kurczaki! ;)). Zostaję skazany na jedyny obiekt nieśmiertelnej sieci 7/11 obsługiwany przez puszystą, przysypiającą, rozleniwioną królewnę. U mnie by nawet dnia w robocie klempa (podobnie jak jej polska odpowiedniczka: beata kempa ... z gęby: wypisz, wymaluj!) nie zagrzała. Dokładnie coś takiego jak to "coś" (czyt: bezmózg bk") na potęgę rżnące kasę Polaków (zarówno w Polsce jak i parlamencie europejskim) ta pani przypominała (czyt.: ani kobiety, ani nawet człowieka, a już na pewno nie ujawniała cech odróżniających tegoż gatunku od naszych przodków małp!).
Na szczęście (zapewne przez zaniedbanie pączusia) tu nawet kurczaki się skończyły i nie ma szans na firmowy zestaw. Natomiast samodzielnie można ciągle przygotować sobie hot doga. Napoje też się (do chuja pana) skończyły, więc dokupuję Ice Tea. Całość 80 PHP. Niewiele jak na lunch ... choć w najbardziej gnuśnym jak dotąd obsługującym towarzystwie ...

Najarawszy się na zapas, przed 16.00 ruszam do odprawy security check. Nie mają żadnych zastrzeżeń do mego bagażu. Trochę dla picu ta odprawa chyba. W hali przed bramkami, czekając na boarding, przeglądam możliwości kolejnych etapów podróży. Jest chyba mała szansa, iż prawie wszystko co założyłem przed wyjazdem uda się jednak zobaczyć, choć wymagałoby to żelaznej konsekwencji w podejmowaniu szybkich i konkretnych decyzji. No i może trochę więcej kasy też …

Tuż przed 17.00 rozpoczyna się rzeczony boarding. Trochę szumnie to zabrzmiało. Co z tego, że otwiera się gate nr 1, skoro tuż za wyjściem trza drałować z bagażem na grzbiecie kilkaset metrów do odległej przystani, gdzie akurat zacumował nasz prom. Wśród innych, okolicznych "okrętów" wygląda bardzo skromnie i taki się okazuje ...

Mam klasę podstawową (wyższa, klimatyzowana [+ 200 PHP] na szczęście nie była już dostępna). Nie, no ...: jednak pięknie tu! Na tylnym pokładzie bez jakichkolwiek ścian (jeno z osłaniającymi burty plandekami) zlokalizowana jest noclegownia dla pospólstwa i biedoty. Czuję się tu jak u siebie. Wokół – poza mną i dwoma innymi białasami (usilnie próbującymi rozwiesić hamak) – sami tubylcy! Panuje prze-przyjemny chłód bez nadmiernych przeciągów. Widoki za burtą nieograniczone, morze spokojne (prom sunie jak po stole), a atmosfera iście jak z azjatyckich thrillerów, heh. Reszta białasów szczelnie wypełnia zimną, klimatyzowaną kabinę na przodzie promu. Spotykam ich na burcie tylko co jakiś czas wychodząc na papierosa, bo można jarać do woli, a niektórzy robią to non-stop. Trwaj chwilo! Trwaj!

Rzecz jasna na pokładzie jest sklepik z żarciem. Posilony gorącą zupką instant z owocami morza (za 50 PHP) odpalam kompa i w rozkosznych okolicznościach otoczenia, delektując się lekkim drinkiem z resztek wczorajszej coli i ginu, spisuję wrażenia z dzisiejszego dnia. Nocny rejs na Coron już ląduje w czołówce najlepszych atrakcji Filipin!
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
dagar
Darek Grabowski
zwiedził 10.5% świata (21 państw)
Zasoby: 443 wpisy443 19 komentarzy19 5875 zdjęć5875 3 pliki multimedialne3
 
Moje podróżewięcej
22.03.2026 - 24.03.2026
 
 
15.03.2026 - 21.03.2026
 
 
09.02.2026 - 14.03.2026