Wyjątkowo wyspany wstaję o 9.00. Wita mnie kolejna pochwała od Garmina: „doskonała regeneracja”! Na śniadanie – trzecia porcja butter chicken. Na porządkowaniu zaległych spraw schodzi mi dobrych kilka godzin. Pogoda dziś idealna, więc kupuję poprzez trip.com bilet na wzgórze Victoria Peak (116 HKD w obie strony).
Przed południem pytam w ciasnawej recepcji o nowy pokój. Jeszcze nie gotowy. Wolałbym przenieść się doń zanim wyruszę na miasto. W międzyczasie na parterze robię małe, standardowe zakupy, a po powrocie pokój już jednak czeka! Wyjątkowo miła to niespodzianka: jest szerokie, podwójne łóżko, własna mikro-łazienka i okno! Co prawda brak spektakularnego widoku jak w pierwszym przybytku, ale najważniejsze, że w ogóle jest! Przenoszę graty i organizuję się w nowej klitce.
Dopiero o 13.00 wychodzę w stronę metra. Trasa to tylko 1 "podmorski" przystanek w okolice Hong Kong Park. Na początek kurtuazyjna wizyta w bezpłatnym Muzeum Herbaty. Mieści się wszak w najstarszym budynku miasta. Potem nawiedzam tutejszy ogród botaniczny z egzotyczną palmiarnią. Zaraz za nią mieści się spektakularna, wielka woliera dla ptaków, które podgląda się z licznych kładek i mostków. Rewelacyjna miejscówka!
Po kolejnej chwili jestem już na stacji kultowych wagoników na szczyt wzgórza Wiktorii. W sumie cały proces dostania się na pokład zajmuje ok. pół godziny. Wjazd trwa może 15 min. Na szczycie wielkie, banalne, nijakie centrum handlowe. Sporo tu ludzi, ale bezproblemowo udaje się obaczyć miasto z góry. Rzeczywiście ten widok robi wrażenie!
Poplątawszy się trochę wokół zjeżdżam stąd. Dosłownie: kolejny zjazd tramwajem zaliczam. Nieopodal stacji jest sympatyczna Katedra Św. Jana, a wokół niej wszystkie charakterystyczne dla miasta wieżowce. Kierując się w stronę tutejszego diabelskiego młynu właściwie nie schodzę na poziom ulicy; większość dzielnicy centralnej pokonuję licznymi mostkami, korytarzami, pasażami centrów handlowych zawieszonymi wysoko nad poziomem gruntu. Sama trasa przyprawia o wypieki na twarzy.
Wokół Hong Kong Observation Wheel rozpościera się spory plac z takimi sobie atrakcjami dla dzieci. Sielankową nabrzeżną promenadą docieram do Golden Bauhinia Square, a stąd na Lockhart Road – jedną z charakterystycznych, głównych ulic dzielnicy centralnej. Trochę czuję w nogach tą przechadzkę. Zastanawiam się, czy z perspektywy wyspy będzie jakiś ciekawy efekt z pokazu świateł o 20.00. Niestety po raz kolejny chyba nie wyszedł organizatorom. Czeka mnie za to kolejna NIEWĄTPLIWA! atrakcja: rejs promem na Kowloon. Bilet kosztuje raptem 5 HKD, zaś doznania z kursu bezcenne! Cały nocny powrót do Chungking Mansions uwieczniam telefonem.
Na parterze kupuję jeszcze jadło: chicken curry. Tym razem jedyne 70 HKD płacę kartą. Kolejna pyszna kolacja w moim nowym pokoiku.
W międzyczasie pojawiła się dobra wiadomość: Lufthansa zatwierdziła już wypłatę odszkodowania: 600 EUR (2535,93 zł) i czekają tylko na numer konta. Zakup nowego drona coraz bliżej …