Geoblog.pl    dagar    Podróże    MALEZJA 2026    DZIEŃ 1 (49) – FIREFLY
Zwiń mapę
2026
15
mar

DZIEŃ 1 (49) – FIREFLY

 
Malezja
Malezja, Kuala Lumpur
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 0 km
 
Rano budzę się w wyśmienitym nastroju co upewnia mnie w przekonaniu, iż właściwą decyzję wczoraj podjąłem. Przeglądam jeszcze kiepściuchny tu akurat net, pakuję majdan i żegnam w właścicielem.

Mimo, iż jestem blisko lotniska muszę trochę cofnąć się do ParkMall. Trzeci raz odwiedzam to miejsce. Niestety żaden z ochroniarzy nie wie, czy odjeżdża stąd transport na lotnisko. Ostatecznie na terminalu busów odnajduję takowy, który dojeżdża w okolice. Kierowca wygląda na naćpanego. Strasznie dużo czasu zajmuje mu zebranie należności za przejazd. Ja płacę 26 PHP. Po 20 minutach w zatłoczonym pojeździe powoli ruszamy. Z naciskiem na „powoli”. Kolo dozbieruje jeszcze po drodze kilku chętnych naiwniaków na kurs i docieramy w okolice lotniska. Muszę pokonać stąd mały kawałek pieszo do drogi prowadzącej w kierunku obu terminali. Ledwo zapalam papierosa, a za moment zatrzymuje się przy mnie mini busik z pytaniem; czy zmierzam na lotnisko. Bingo! Kilka panienek wsiada ze mną. Po krótkim rejsie jestem pod terminalem międzynarodowym, a kurs okazuje się darmowy. No nie łapię tutejszych zasad, heh.

W sumie fajne wewnątrz to lotnisko, bardzo klimatyczne, spokojne, niezatłoczone. Na tablicy widzę mój lot – znaczy jest dobrze. Kolejki do odprawy bagażowej prawie nie ma, ale 4 stanowiska odprawiają kilku pasażerów przede mną ponad 20 min. Pojęcia nie mam z czego to wynika? Mój plecak został nadany może w 2 minuty wraz z wydrukowaniem karty pokładowej! Panna robi niby przysługę przyjmując bez dopłaty 9-kilogramowy plecak kabinowy (limit to 7 kg). Nie pomyślała, że na bagaż nadawany przysługuje mi 20 kg!, a duży plecak waży raptem 16. Poza tym patrząc na innych pasażerów wyglądam na wiele kilogramów szczuplejszego, heh.

Idę na zewnątrz zajarać, choć w strefie wolnocłowej też jest palarnia. Zastanawiam się nad rozsądnym wydatkiem ostatnich 500 peso w kieszeni.

Na kontroli bezpieczeństwa zabierają mi zapalniczkę. Więcej zastrzeżeń ochroniarze nie mają. W strefie wolnocłowej ceny fajek raczej nie powalają. Najtańsze jakie znalazłem są po 26 USD za karton. Trudno – zaryzykuję zakup tychże w Malezji. Miotam się po wszystkich okolicznych sklepach i definitywnie postanawiam zainwestować ostatnią kasę w obiad. Za 370 PHP (mój najdroższy posiłek na Filipinach!) zamawiam kurczaka curry z ryżem. Na kolana nie powala, ale porządna porcja powinna zadowolić głód do wieczora, wszak na śniadanie był tylko wczorajszy banan.

Podobnie sprawnie jest z boardingiem, który rozpoczęto sporo przed czasem. Wracając z palarni - przed bramką - nie zastaję już prawie nikogo. Kolejny raz zajmuję miejsce przy oknie. Podczas tego wyjazdu to prawie standard! Obok wolne siedzenie. Ogólnie jest niewielkie obłożenie, więc luz. Kołujemy i startujemy nawet 5 min. przed czasem! Jeszcze mi się to nigdy w życiu nie zdarzyło! Firefly to niskobudżetowe linie, mimo to otrzymujemy skromne przekąski i wodę. Mają klasę! Zamierzam chwalić ich za sprawność obsługi.

Początkowo pełen turbulencji 3,5 godzinny lot zamienia się z czasem w sielankę. W komfortowych warunkach udaje się nawet zdrzemnąć. Oczywiście lądujemy też przed czasem. Nie wierzę, ale automatyczna odprawa paszportowa zabiera raptem 3 min! Wystarczy samodzielnie zeskanować paszport i zdjąć okulary do zdjęcia identyfikacyjnego. Na bagaż trza chwilę poczekać, ale generalnie to najsprawniejszy wjazd do jakiegokolwiek jak dotąd kraju.

Na lotnisku (z którego w 2015 roku leciałem do Dżakarty) pierwsza potrzeba: jaranko, odhaczona. Druga: sikanko też. Pora na wyciągnięcie z bankomatu kasy i uruchomienie netu. Tyle już z tym Airalo przeszedłem, że w kilka minut dokonuję zakupu kolejnego pakietu, instaluję go i uruchamiam.

W międzyczasie zepsuł się (lub pozbył do cna gotówki) ATM MY BANK, a wszyscy stali właśnie w kolejce do tegoż. Sprawdzam te mniej oblegane obok – niestety żądają 25 zł za wypłatę. Rezygnuję i zjeżdżam 4 kondygnacje niżej na stację kolejki do centrum. Na szczęście okazuje się, że można za bilety płacić kartą. Nabywam bilet do KL SENTRAL za 55 ringgit (MYR)(53,16zł). Sporawo, ale trasa jest bardzo długa i zajmuje 28 min (linią pospieszną).

Na miejscu odnajduję sprawny ATM MYBANK i bez prowizji wyciągam 300 MYR. W końcu czuję się bezpiecznie. Kupuję w automacie bilet na LRT do Pasar Seni za 1,30 MYR i przejeżdżam jedną stację.
Do hotelu mam raptem 6 min pieszo, więc kupiwszy wcześniej zapalniczkę (uff) na luzaka wypalam kolejną fajkę.

Jest punkt 21.00. Sympatyczny pan w recepcji odgaduje moje imię tuż po wejściu. Spodziewali się mnie wszak. Melduję się, uiszczam 50 MYR zwrotnej kaucji, otrzymuję kartę do pokoju z oknem na 4-tym piętrze. Okno wychodzi na szyb wentylacyjny, ale jest! Podobne jest też w nieźle wentylowanej łazience – będzie jaranko! ;) TV, klima i net działają raczej bez zarzutu. Niestety ciasnawo tu i mało klimatycznie. Po dwóch noclegach raczej poszukam czegoś innego.

Jestem w samym środku KL. Wychodzę coś zjeść i zasiadam przy chybotliwym stoliku w hinduskiej knajpce tuż obok hotelu. Za kurczaka biryani i sok pomarańczowy płacę 17 MYR. Ponad połowę kolacji zabieram na wynos – sporawe te porcje. W sklepiku obok kupuję jeszcze wodę, Colę i batonik.

W pokoju spisuję relację z dzisiejszego dnia. Generalnie za bardzo udany go uznaję. Jutro czas odwiedzić znane już + nowe miejsca w okolicy …
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
dagar
Darek Grabowski
zwiedził 10% świata (20 państw)
Zasoby: 436 wpisów436 19 komentarzy19 5875 zdjęć5875 3 pliki multimedialne3
 
Moje podróżewięcej
15.03.2026 - 17.03.2026
 
 
09.02.2026 - 14.03.2026
 
 
26.01.2026 - 08.02.2026